piątek 26 lutego 2021     Bogumił, Aleksandra, Mirosława
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej
szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Spod Husiatynia na Fabryczną
eGorzowska - 7005_aWSqEFevX6ge58ycCgSm.jpg

Preznetujemy pierwszą część historii, jaką opowiedziała nam gorzowianka Janina Sowa. Historii, którą łaczą ludzie i miejsca. Janina Sowa trafiła na ul. Fabryczną spod Husiatynia (obecnie Ukraina). Ale nie od razu.

Kiedy w 1957 r. zamieszkała na Zawarciu, była młodziutką, 22-letnią mamą niespełna pięciomiesięcznej Halinki. 23 grudnia 2015 r. skończyła 80 lat. Wciąż mieszka w tej samej kamienicy przy ul. Fabrycznej 53 i jest tu najstarsza. Janina Sowa.
Tak jak większość wysiedlonych z dawnych terenów polskich, tak i ona - w 1946 r. jeszcze Janina Kondrat - trafiła po wojnie z Kresów Wschodnich na ziemie zachodnie do Krzemowa, 2 km od Kołczyna, niedaleko Krzeszyc.

Przyszła na świat w wigilię Wigilii 1935 r. we wsi Olchowczyk koło Husiatyna w województwie tarnopolskim. Cztery lata wcześniej, 1 maja 1931 r., niemal dwa tysiące kilometrów na zachód, w Charenton-du-Cher we Francji urodził się jej przyszły mąż Czesław Sowa. Jego rodzice wyjechali tam „za chlebem”. Kiedy nieco się dorobili, wrócili do Polski i zamieszkali w Cebrowie pod Tarnopolem. W lutym 1939 zostali wywiezieni na Sybir. W lipcu 1946 r. dotarli do Krzemowa i zamieszkali niedaleko Janiny, która z rodzinnego Olchowczyka wyjechała na zachód z babcią - bez mamy Antoniny z domu Korol i pięć lat młodszego brata Pawła. Tu, 30 km od Gorzowa, spotkała się z tatą Edwardem Kondratem.

Olchowczyk - dzieciństwo
W Olchowczyku rodzice Janiny zajmowali się uprawą roli i hodowlą bydła. Mama dodatkowo szyła, tata pracował w miejscowym folwarku.
- Gdy wybuchła II wojna światowa, mieszkaliśmy w centrum wsi. Zaczęło się bombardowanie, więc musieliśmy opuścić swoje domy i uciekać do schronów. Dokładnie pamiętam ten moment, gdy mama biegła z braciszkiem na rękach, a ja za nią z tobołkiem pieluch. Nad nami przelatywały bombowce, aż w uszach gwizdało. Bardzo się wtedy bałam, ale widocznie byliśmy za biedni, że nie opłacało im się nas zniszczyć - wspomina dziś Janina Sowa.

W dzieciństwie Janeczka nie chodziła do ochronki – tak kiedyś nazywano przedszkole – ale w r. 1942/43 od razu do I kl. niemiecko-polskiej szkoły, z której świadectwo przechowuje do dziś. Nie pamięta już, dlaczego miała przerwę w edukacji (gdzieś "zginął" rok 1943/44), ale w roku 1944/45 uczyła się w II kl. szkoły rosyjskiej (należącej do Narodowego Komisariatu Oświaty URSR) i otrzymała promocję do kl. III, podpisaną przez Janinę Kosztyłę.

- Kiedy brat był mały, tatę powołano do wojska, mama musiała pracować, więc zabierałam braciszka do szkoły. On cichutko siedział w ławce, a mój nauczyciel był bardzo wyrozumiały - dodaje.
I Komunię Św. Janina Kondrat przyjęła w Husiatynie. Żeby się do niej przygotować, chodziła do kościoła oo. Franciszkanów z rówieśnikami po dwa-trzy kilometry w jedną stronę, wydeptaną ścieżką, bo wokół teren był zaminowany. Samej komunii nie pamięta. Wie, że po mszy było śniadanie i z mamą poszła do fotografa. - Nie było wtedy materiałów, więc mama uszyła mi skromną sukienkę ze swojej spódnicy. Na nogach miałam kapcie ze sznurka spadochronowego pofarbowane na biało - opowiada, pokazując swoje zdjęcie.

- Nigdy nie tęskniłam do miejsca swojego urodzenia - mówi podczas naszego spotkania Janina Sowa. - Mam przykre wspomnienia stamtąd. Wojna, bombardowanie, ucieczka w pole albo widok naszego dużego ogrodu, który rozjeżdżają czołgi, wspomnienie ruskich żołnierzy stacjonujących w domu. Pamiętam też sytuację, która miała miejsce na przedwiośniu. Rzeka była zamarznięta, ja bawiłam się na podwórku i nagle słyszę, ktoś woła, prosi: "Puśćcie mnie. Nic wam nie zrobiłem". Okazało się, że to był tatusia wujek. Banderowcy prowadzili go nad rzekę i tam zastrzelili. Przed wojną nie było różnicy między Polakiem i Ukraińcem, razem mieszkali, razem się pobierali, dzieci się bawiły razem, nie było problemu. Dopiero w czasie wojny Ukraińcy znienawidzili Polaków, potworzyły się bandy UPA, straszna nienawiść była. Pamiętam, że gdzieś pod koniec wojny przyszli banderowcy i cały czas patrzyli na duże lustro, które wisiało u nas na ścianie. Widzieli w nim, co się dzieje w mieszkaniu. Chcieli, żeby mama zaprowadziła ich do jej rodziców Karoliny i Marcina Korolów, bo ich syn był chyba w wojsku polskim lub angielskim i dlatego później rodziców mamy wywieźli na Sybir. Nie miałam za czym tęsknić. Moje dzieciństwo i młodość były trudne - podsumowuje.

Przystanek Kołczyn - młodość
Po wojnie, gdy rozpoczął się ruch wysiedleńczy, ludzie wyjeżdżali na Ziemie Odzyskane.
– Ja zdecydowałam, że pojadę do babci, by spotkać się z tatą. Koczowaliśmy na stacji w oczekiwaniu na podstawienie wagonu. Jechaliśmy razem z dobytkiem, końmi, krowami, workami ze zbożem, mąką, na których spaliśmy. Ja nic nie miałam, tylko mały tobołek z rzeczami osobistymi. Czasami pociąg się zatrzymywał, ludzie wychodzili, by na urządzonej naprędce kuchni polowej zagotować wodę lub przyrządzić coś do jedzenia. Wtedy pociąg nagle ruszał, więc często na tym polu zostawały garnki, a ludzie w biegu wskakiwali do wagonów.

Pierwszy przystanek - Kołczyn. Stamtąd tylko dwa kilometry do Krzemowa, gdzie dotarł też tata jedenastoletniej Janiny. Mama nigdy nie przyjechała. W Kołczynie dziewczynka ukończyła szkołę podstawową. W 1950 r. zdała egzamin do Liceum Pedagogicznego w Ośnie Lubuskim.
– 15 sierpnia 1954 r. miałam świadectwo zdania matury, miałam zawód nauczyciela i przydział miejsca pracy na trzy lata. Dostałam nakaz do siedmioklasowej szkoły w Krzeszycach. Uczyłam matematyki i nauk przyrodniczych oraz dziewczynki wychowania fizycznego. Pracowałam też w szkole wieczorowej. Zarabiałam 660 zł. Po roku pracy zaproponowano mi prowadzenie szkoły, tzw. jednoklasówki w niedalekiej Studzionce.

Tam, właśnie w Studzionce, bliżej poznała męża. Był już po wojsku. Postanowili się pobrać. Ślub wzięli w USC w Kołczynie 11 stycznia 1956 r., a kościelny - 22 stycznia w kościele filialnym p.w. Matki Bożej Nieustającej Pomocy w Krzemowie. Udzielił go repatriant z okolic Lwowa, ks. proboszcz Henryk Szymusik.
Mąż Janiny dojeżdżał do pracy rowerem i pociągiem, a potem jeszcze tramwajem. Było niełatwo. W wiejskim sklepie dostępny był tylko ocet, denaturat, sól i szare mydło, więc produkty żywnościowe Czesław Sowa przywoził z Gorzowa.
– Ale mieliśmy siebie, a moje małżeństwo było lepsze niż dzieciństwo i młodość - podkreśla pani Janina.

cdn.

Tekst i foto Hanna Kaup


Projekt "Łaczą nas ludzie i miejsca" realizowany przez Stowarzyszenie Św. Eugeniusza de Mazenoda, dofinansowany z funduszy Miasta Gorzowa Wielkopolskiego.

Kliknij w wybrane zdjęcie aby powiększyć
spod husiatynia na fabryczna, zdjęcie 1/4

spod husiatynia na fabryczna, zdjęcie 2/4

spod husiatynia na fabryczna, zdjęcie 3/4

spod husiatynia na fabryczna, zdjęcie 4/4
 


26 lipca 2016 08:00, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Lekarz został zwolniony
W ślad za materiałem „Tragiczny finał” publikujemy kolejne oświadczenie Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie. Tekst „Tragiczny finał” czytaj tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,10690,tragiczny_final_, A oto ... <czytaj dalej>
Lubuskie ma Strategię Rozwoju
Radni województwa przyjęli Strategię Rozwoju Województwa Lubuskiego z perspektywą do 2030 roku. Za głosowało 28 radnych, wstrzymało się 2 radnych, ... <czytaj dalej>
Dzień modlitwy i pokuty
Pierwszy piątek Wielkiego Postu, przypadający w tym roku 19 lutego, jest dniem pokuty i modlitwy za grzechy wykorzystywania seksualnego małoletnich ... <czytaj dalej>
Chirurgia ogólna wraca do pracy
Dobra wiadomość dla pacjentów Oddziału Chirurgii Ogólnej i Onkologicznej z Pododdziałem Chirurgii Naczyniowej Wielospecjalistycznego Szpitala Wojewódzkiego w Gorzowie. Oddział wznawia ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
Usługi Pielęgniarskie Pater-Bober Beata

ul. Kołłątaja 8 d l. 1, Gorzów Wlkp.
tel. 95 736 24 15
branża: Pielęgniarki, pomoc pielęgniarska <czytaj dalej>
Pośrednictwo Ubezpieczeniowe Zofia Paluch

ul. Walczaka 84 m. 5, Gorzów Wlkp.
tel. 95 722 99 34
branża: Ubezpieczeniowi pośrednicy <czytaj dalej>

Promuj lubuskie przez kulturę
Promocja województwa przez kulturę, sztukę i ochronę dziedzictwa narodowego – ... <czytaj dalej>
15 tysięcy za pomysł
15 tys. zł na jeden pomysł. W sumie prawie milion. ... <czytaj dalej>
O tym trzeba rozmawiać!
Według Światowej Organizacji Zdrowia depresja jest czwartą najpoważniejszą chorobą na ... <czytaj dalej>
Tragiczny finał
Drugą połowę minionego tygodnia zdominowała w Gorzowie sprawa 80-letniego mężczyzny, ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« luty 2021 »
P W Ś C P S N
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
Jesteśmy ofiarami narodowego bałaganu
Takiego bałaganu w życiu tego kraju nie pamiętam, jak żyję. Od karuzeli niespójnych informacji, kłamliwych wieści, negatywnych komentarzy i wszelkiej maści fake newsów, a także tzw. sensacji, które rozbudzają w ... <czytaj dalej>
15 tysięcy za pomysł
15 tys. zł na jeden pomysł. W sumie prawie milion. <czytaj dalej>
Konkurs fotograficzny
Wydział Prewencji Komendy Wojewódzkiej Policji w Gorzowie zaprasza do udziału <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - dsc_2534.jpg
Hanna Kaup:
Najstarszy Niedźwiedź w Polsce
W tym roku będzie obchodził swoje 620-lecie. Każdego dnia możecie ... <czytaj dalej>
Hanna Kaup:
Mach Mach, czyli Machiavelli Machulskiego
Na ten dzień czekałam jak wielu innych z utęsknieniem. Już ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Jak chronić się przed cyberprzestępcami w pandemii?
Fałszywe sklepy internetowe, oszustwa telefoniczne, ransomware – cyberprzestępcy nie próżnują ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Przemoc, której nie widać
Wyniki ankiety SOS Wiosek Dziecięcych w Polsce. Ponad połowa nastolatków doświadczyła ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_6337:
Mądrala, która czeka tylko, by wylać żółć. Daj sobie trochę luzu. Świat od razu będzie fajniejszy <czytaj dalej>
Anonim_5386:
Dwie śmieciarki w pogotowiu. <czytaj dalej>
Anonim_5386:
Jak można mieć depresję, skoro w Polsce nie ma problemów ? Gospodarka kwitnie, wyprzedza Japonię. <czytaj dalej>
Anonim_3962:
Wiesz to się bardzo łatwo udziela takich rad po fakcie. Zresztą nie wiemy jak bardzo rodzina była w to zaangażowana i jakie informacje o pacjenci <czytaj dalej>
Anonim_4851:
Bardzo dobra reakcja czerwonego szpitala w spr swojego personelu. Nie wiem czy nie powinno zostac wszczete postępowanie dowodowe o nieumyślne doprow <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej