wtorek 15 czerwca 2021     Jolanta, Wiola, Wit
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej

szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Stepy Mongolii oczami Stefana Piosika
eGorzowska - 6109_QUwTKrkcCQVb5OQTTRDA.jpgPrzed nami VII Nocny Szlak Kulturalny. Z 12 na 13 czerwca formalne i nieformalne grupy twórcze, instytucje i stowarzyszenia, osoby prywatne, lokale gastronomiczne będą czekać na złaknionych kultury. Wśród wielu propozycji, w Małej Galerii Fotograficznej odbędzie się kolejny wernisaż z kolejnej podróży Stefana Piosika. Rok temu oglądaliśmy Australię i Oceanię. Tym razem zobaczymy Mongolię.

Zanim zajrzycie na wystawę - to trzeba koniecznie zrobić - przeczytajcie część relacji z podróży, która znajdzie się w katalogu. Jeśli zdążycie na wernisaż, może uda się Wam zdobyć katalog z całą opowieścią i podpisem autora. Z pewnością te fragmenty zachęcą Was do wizyty w Małej Galerii Fotograficznej. Początek o 17.00.

Człowiek i baktriany

"Jedziemy na północny zachód od stolicy. Przed nami 800 kilometrów. Jak na razie, nie ma tu żadnych osiedli ani wiosek. Przez kilkadziesiąt kilometrów towarzyszą nam stada kóz i owiec wypasających się na równinach. Trawa, która je porasta, wygląda jak wystrzyżona kosiarką, ale tak "strzygą" pasące się zwierzęta. Jest ich kilka tysięcy. Są oznakowane. Ze zdziwieniem dostrzegam wielbłądy dwugarbne - baktriany. Podchodzimy je, a one pozwalają na zbliżenie się na kilkanaście metrów. Patrzą na nas z zaciekawieniem, może z lekką nieufnością, ale nie uciekają. Mają zaufanie do ludzi. Robi to na mnie szczególne wrażenie, bo tu na tym stepie nie widać w ich otoczeniu ani jurt, ani innych ogrodzeń, nie ma też pilnującego ich człowieka. Zwierzęta są wolne, a mimo to nie uciekają od nas. Wielbłądy zawsze żyły z ludźmi w wielkiej harmonii, w związku z tym pewnie i nam udzielił się ich spokój, który panuje na tych stepach. Nie ma tu panicznych ucieczek wielbłądów ani też innych zwierząt, z którymi się stykamy. Niby wszystko jest dzikie, ale człowiek w tej dziczy jest jednym z elementów natury.
Baktriany z ufnością odwracają łby, bacznie się przypatrując. Są duże, porośnięte gęstą brązową sierścią. Odnosi się wrażenie, że to kożuch, ale przecież kożuch przyswoił sobie człowiek. One mają to "odzienie" naturalnie. W garbach magazynują tłuszcz, który stanowi zapas energii. Znane są również z faktu, że mogą raz na wiele dni wypić 120 litrów wody i wykonywać przez ten czas nawet najcięższą pracę. Baktriany przywołują mi na myśl znany dowcip o różnicy między Polakiem a wielbłądem. Otóż wielbłąd może wiele dni pracować bez picia, a Polak - wiele dni pić bez pracy. I tyle mamy wspólnego z Mongolią. Chociaż te czasy też odchodzą do przeszłości. Mongolia się zmienia, a my przestajemy tak dużo pić." (...)

Współcześni Mongołowie
"W naszej podróży zaczynają się trafiać jurty, co oznacza, że tam znajduje się rodzina pasterska. Co ciekawe, pasterze nie jeżdżą już tylko na koniach, ale coraz częściej na... motocyklach.
Cały czas poruszamy się szosą. Po kilku godzinach trafiamy na wioskę zbudowaną głównie z drewna, ale widoczne są już budynki murowane. Są sklepy. Ze zdziwieniem dostrzegam pod daszkiem stół bilardowy. To też współczesna zmiana. Prąd we wsi jest wytwarzany z lokalnych agregatów. Nie spotyka się linii przesyłowych z elektrowni. Ludzie tu są bardzo spokojni, przyjaźni, w żadnym wypadku nie przejawiają oznak agresji czy niezadowolenia. Kiedy robię zdjęcia, nie odnoszą się do tego z dezaprobatą. Dzieci - jak na całym świecie - z zaciekawieniem wszystko oglądają, chciałyby dotknąć, są radosne, pogodne, czyste, ładnie ubrane.

Tradycyjne mongolskie stroje widoczne są w połowie, reszta już ubiera się współcześnie w odzież dostarczaną przez sieci handlowe, prawdopodobnie z Chin, bo przecież tam mają najbliżej. Kiedyś odzież była wytwarzana wyłącznie przez mongolskie kobiety. Za materiał służyły im skóry, ale przędły i ubijały w formie filcowej wełnę z owiec, które mają długą sierść. Natomiast sama skóra z sierścią jest doskonałym podłożem do leżenia w jurcie.

Tradycyjnym ubiorem Mongołów jest del. Noszą go zarówno mężczyźni, jak i kobiety. To długie luźne okrycie przypominające płaszcz, sięgające poniżej kolan. Na stepach chodzą w nich wszyscy, przepasując się kolorowym pasem z materiału, chyba z filcowanej wełny. Noszą charakterystyczne spiczaste czapki, chociaż zdarzają się też kapelusze. Przewija się nawet demonstracja elegancji, szczególnie z okazji świąt lub uroczystości." (...)

Owoo na złe duchy

"Wędrując po stepie, napotykamy kopiec usypany z kamieni (owoo), z zatkniętym na wierzchołku słupem, obwiązanym głównie niebieskimi wstążkami (są też żółte i pomarańczowe). To one - powiewając na wietrze - odganiają złe duchy i moce. Owoo to rodzaj przydrożnej kapliczki, miejsce święte dla wyznawców buddyjskiej odmiany szamanizmu. Tradycją jest trzykrotne obejście jej zgodnie z ruchem wskazówek zegara i pozostawienie tam swoich trzech kamieni, a dodatkowo jakichś osobistych rzeczy, np. kul, którymi się ktoś podpierał w chorobie, a które symbolizują wyleczenie, narzędzi gospodarskich, misek, a także butelek czy papierków po cukierkach. Nie sprawia to wrażenia wysypiska śmieci, gdyż butelki są precyzyjnie powtykane między pozostawione kamienie, podobnie papiery czy inne rzeczy. Z uwagi na niewielkie zaludnienie terenów, ludzie pojawiają się tam raz na jakiś czas, nie ma więc obawy, że miejsca te przerodzą się rzeczywiście w wysypiska śmieci, tym bardziej że ich istnienie związane jest z wyznawaną religią i do tych miejsc Mongołowie odnoszą się z ogromnym szacunkiem. Spotykaliśmy owoo co kilkadziesiąt kilometrów, ale zdarzyło się też widzieć kapliczki w bliskim sąsiedztwie, np. przy drodze i kilkaset metrów dalej na szczycie góry."

Jurta
W trakcie dalszej podróży dojeżdżamy do kilku jurt pobudowanych nad jeziorem. Tu znów będziemy nocować. Jurta - ku naszemu zaskoczeniu - to okrągły pokój, czysty elegancki, przygotowany dla turystów, nawet z łóżkami. W miejscu, w którym kiedyś paliło się ogień, stoi piecyk zwany kozą. Kiedy na zewnątrz jest ledwie 5-6 stopni w plusie, tu panuje przyjemne ciepło. W końcu jurta ocieplona jest grubą warstwą wojłoku, a współczesna wykończona okryciem wierzchnim.

Ważnym jest, że drzwi wychodzą na południe. Według zwyczaju, w jurcie należy poruszać się zgodnie z ruchem wskazówek zegara. Związane jest to z przekonaniem, że dwa filary w środku, podtrzymujące konstrukcję u jej zwieńczenia, symbolizują matkę i ojca, jako nierozerwalną całość rodziny i gwarant jej istnienia. Dlatego obcy człowiek nie może między nimi przejść, by nie zburzyć harmonii funkcjonowania tej rodziny. Tradycyjna mongolska jurta ma trzy strefy: męską, żeńską i dla gości, nieprzedzielone niczym, poza zwyczajami, które trzeba uhonorować i przestrzegać. Jeśli wejście jest od południa, to na północ znajduje się najważniejszy gość, od zachodu mężczyźni, a od wschodu kobiety. We wszystkich jurtach dostrzegam podobne meble, sprzęty, buddyjski ołtarzyk oraz zdjęcia domowników. Co ciekawe, w Mongolii u dzieci do piątego roku życia nie określa się z płci. Chłopcy i dziewczynki bawią sie razem, gdyż w tym wieku mogą być narażone na atak złych mocy. Ten stan kończy się w momencie inicjacji jeździeckiej. Po niej dziecko otrzymuje strój del, specjalny dla dziewcząt i specjalny dla chłopców. Następnym etapem jest ukończenie dziewiątego roku życia. Wtedy otrzymuje talizman, z którym nie rozstaje się do końca życia. Małżeństwa zawierają 16- i 17-latki, a domem staje się jurta (ger) mężczyzny. Ger skrapia się wódką, by zyskać przychylność duchów opiekuńczych. Wiąże się to z całością filozofii buddyjskiej opartej na szamanizmie i lamaizmie, dwóch religiach, które historycznie funkcjonują na tych obszarach."

Specjał z krwi

"Zanim po dwóch dniach podróży zaśniemy w mongolskiej jurcie, czeka nas kolacja zrobiona przez gospodarza. Specjałem, którym nas ugości, jest wyrób podobny do kiełbasy, wypełniony głównie krwią. Uprzedza mnie, żebym się nie obrzydził. Ten przysmak jest trochę posolony, z dodatkiem ostrych przypraw, rzadki i gorący. Każdy, kto się decyduje, próbuje po troszeczkę. Ale przede wszystkim gospodarz wnosi miskę z gotowaną baraniną. Jest w towarzystwie kelnera w ogromnej białej czapce i białym fartuchu - jakbym żywcem widział obsługę na wielkim statku pasażerskim na oceanie. I ten step mongolski kojarzy mi się właśnie z oceanem. Nie dziwi mnie, że Mickiewicz pisał przed laty w "Stepach Akermańskich": "Wpłynąłem na suchego przestwór oceanu". Mężczyźni wnoszą michę z gotowaną baraniną. Zaczynamy konsumować. Przyprawiona pysznie. Mięso bardzo wszystkim smakuje i odpowiada. Posiłek jest skropiony Czyngis-chanem, który zawiera 39 proc. alkoholu. Przepraszam cię, wielki wodzu mongolski, ale to w twojej ojczyźnie dobrą wódkę nazwano twoim imieniem."

Tradycja pochówku
"Na stepach Mongolii nie ma typowych dla europejskiej kultury miejsc pochówku. Są rozrzucone kręgi o średnicy jednego - dwóch metrów, obłożone polnymi kamieniami. To jedyne świadectwo, że w tym miejscu znajdowały się szczątki człowieka. Nie jest jednak napisane, kto nim był. Tubylcy nie chcą mówić o swoich zwyczajach pochówku zmarłych, ale wiadomo, że po śmierci ciało wynosi się na otwartą przestrzeń stepu, oddając w ten sposób naturze to, co stworzyła. Ciało zmarłego układa się głową na północ, ściąga ubranie, naciera tłuszczem, by zapachem przyciągnąć dzikie zwierzęta. Jest głęboka wiara, iż zjedzenie ciała przez zwierzęta i to szybko, świadczy o tym, że zmarły był dobrym człowiekiem, a dusza trafia do innego wcielenia."

Załamanie pogody
Piękna pogoda załamuje się. Czarne chmury złowieszczo nadciągają zza horyzontu. Zrywa się gwałtowny wiatr. Kończymy pobyt nad rzeką i w te pędy udajemy się skalistym zboczem na wierzchołek wzniesienia. O zgrozo! Widzimy nasze namioty rozciągnięte po ziemi, powyrywane z mocowań, starmoszone. Obozowisko nie do użytku. Nie pozostaje nic innego, jak z powrotem postawić namioty i przetrwać nawałnicę. Tak jak nagle przychodzi zmiana pogody i burza, tak szybko mija. Rozbłyskują gwiazdy na niebie, a kiedy rano wstajemy, na namiotach i śnieg, i temperatura poniżej zera. Nie jesteśmy tym specjalnie zdziwieni, ponieważ tak gwałtowne zmiany pogody - jak nam wyjaśniono - zdarzają się i tutaj w Mongolii, tym bardziej że jesteśmy w górach we wrześniu, kiedy już odczuwa się powiewy północnych wiatrów i zdarzeń atmosferycznych znad Syberii. Przecież od początku listopada do kwietnia obszar przykryty jest śniegiem, a rzeki nad którymi teraz jesteśmy, są zamarznięte. Wszyscy koledzy jesienne stroje zamieniają na zimowe. Na twarzach moich przyjaciół odbija się zadowolenie, ponieważ pogoda usposabia nas do myślenia o tym, że jesteśmy na prawdziwej wyprawie, gdzie obok przyjemności łowienia ryb trzeba myśleć o własnym zabezpieczeniu przed zmiennymi warunkami klimatycznymi."

Zakończenie
"Nie da się poznać żadnego środowiska w dwa tygodnie, a już na pewno nie da się poznać Mongolii. Ten kraj, który jako imperium stworzył Czyngis-chan zwany Temudżynem, ma tak wiele zwyczajów i tradycji, jest tak skrajny kulturowo i wyznaniowo, że trzeba by się tam urodzić i przez całe życie zgłębiać tę bogatą historię. W "Tajnej historii Mongołów" przeczytałem, że Temudżyn urodził się, ściskając w prawej dłoni skrzep krwi. Do nieba wstąpił już jako Czyngis-chan - Książę Oceanu...

Zostawiam więc Was z refleksją na temat tych mongolskich skrajności i zapraszam do indywidualnego poszukiwania wiedzy o tym niezwykle ciekawym kraju, w którym mieszkają niezwykle ciekawi ludzie."

Tekt i foto Stefan Piosik
stepy mongolii oczami stefana piosika, zdjęcie 2/2


7 czerwca 2015 10:00, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Odpust w Rokitnie
Publikujemy program odpustu ku czci Najświętszej Maryi Panny z Rokitna w Sanktuarium Matki Bożej Cierpliwie Słuchającej w Rokitnie. 14-20 czerwca 2021 ... <czytaj dalej>
Absolutorium dla prezydenta
Prezydent Gorzowa Wielkopolskiego Jacek Wójcicki otrzymał absolutorium za wykonanie budżetu za 2020 rok. Radni uchwałę w tej sprawie przegłosowali jednogłośnie. Podczas sesji ... <czytaj dalej>
Apel do Lubuszan
Publikujemy apel i tekst uchwały w sprawie szczepień przeciw COVID 19. Apel Wojewódzkiej Rady Dialogu Społecznego w województwie lubuskim z dnia ... <czytaj dalej>
Bagiński dwukrotnie skazany
Publikujemy przesłany do naszej redakcji list mecenasa Jerzego Wierchowicza. List mecenasa Jerzego Wierchowicza skierowany został do przedsiębiorcy i polityka Jacka Bachalskiego, ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
"Wełniany Rynek" Apteka M. Kraśnicka R. Kraśnicki

Wełniany Rynek 3, Gorzów Wlkp.
tel. 95 720 20 30
branża: Apteki <czytaj dalej>
"Akma" PHU

ul. Walczaka 42, Gorzów Wlkp.
tel. 95 728 21 00
branża: Laboratoria - sprzęt, wyposażenie <czytaj dalej>

Pomóc zrozumieć rzeczywistość
– Otwarcie wystawy „Nos w nos z nosorożcem” to początek ... <czytaj dalej>
Obraz pożądania
"Obrazem pożądania" powraca do gorzowskich widzó Kino Konesera. Nowy filmowy ... <czytaj dalej>
Chorwacka Rijeka w zasięgu
Lubuszanie będą mogli latać z Babimostu do chorwackiej Rijeki. Od ... <czytaj dalej>
Internetowe oko na miasto
Znowu można oglądać centrum miasta online. Dzięki dwóm kamerom zamontowanym ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« czerwiec 2021 »
P W Ś C P S N
 
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
    
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
In vitro, katedra, Wojciechowska i święte oburzenie
Środową (31 marca) sesję rady miasta zdominowały trzy sprawy: in vitro, dotacja na katedrę i wygaszenie mandatu radnej Grażyny Wojciechowskiej. In vitro Najmniej czasu zajęła radnym decyzja związana z finansowaniem in vitro. ... <czytaj dalej>
Sfotografuj Gorzów
Muzeum Lubuskie im. J. Dekerta zaprasza do udziału w konkursie <czytaj dalej>
Eko autobusy według najmłodszych
„Chodź, pomaluj … eko-autobusy” to konkurs skierowany do uczniów klas <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - silje1.jpg
Hanna Kaup:
Byłam gościem niemuralowego podwórka
Właściwie nie wiem, czy powinnam pisać ten tekst, bo to ... <czytaj dalej>
Hanna Kaup:
Po nas choćby i... solary
Gorick, Gorik, Gorka, Gorkow, Gorcke, Gurkow – to dawne nazwy ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
A może system depozytowy?
Jak wynika z badań opinii publicznej zrealizowanych na potrzeby kampanii ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Wszystko o jednodawkowej szczepionce Janssen
Publikujemy dane dot. III fazy badania jednodawkowej szczepionki Janssen przeciwko ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_7681:
Świetne na czasie!
Z.M.P. <czytaj dalej>
Anonim_2117:
Słabizna była głównie z powodu pogody (deszcz)
Mało b. ludzi
I tak nie mogłem być bo w pracy.

Ale atrakcyjniejszy był wy <czytaj dalej>
Marek z Rybakowa:
Zapraszamy do Rybakowa na polanę nad jeziorem Mrowinko - będzie jeszcze fajniej niż w Parku Kopernika. <czytaj dalej>
Anonim_5383:
Głupota że czarno białe.
Muzeum to powinno raczej powyciągać od mieszkańcow zdjecia stare z albumów jak Gorzów wyglądał wcześniej <czytaj dalej>
Anonim_9959:
Mam 75 lat i chciałabym być na wielu wystawach,koncertach,bo propozycje fantastyczne!Na pewno będę przed filharmonią,bo bębny kocham,jak starczy <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej