czwartek 6 maja 2021     Judyta, Jan, Jurand
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej
szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Agnieszka Moroz: Jak uwieść czytelnika?
eGorzowska - 4240_eByf93hGC7zuV3OydmZ.jpgPo raz pierwszy prezentujemy fragmenty książki gorzowianki Agnieszki Moroz „Jak uwieść czytelnika”.

W materiale: „Są młodzi, piękni i zdolni”: http://www.egorzowska.pl/pokaz,kultura,4238,sa_mlodzi_piekni_i_zdolni_br_dostali_stypendia_na_kulturalne_projektybr_,
informowaliśmy, że wśród stypendystów Prezydenta Gorzowa jest gorzowska poetka Agnieszka Moroz, autorka trzech tomików poetyckich, nominowana do Wawrzynu Lubuskiego.

Agnieszka rozwija swoja twórczość i otrzymane stypendium przeznaczy na wydanie kolejnej książki. Tym razem nie będzie to jednak poezja, ale tekst o tworzeniu literatury popularnej „Jak uwieść czytelnika?”

Choć autorka uważa, że bardzo trudno wybrać fragmenty książki, bo jest to praca naukowa, podzielona na wiele podrozdziałów i w każdym z nich osobno rozpatruje poszczególne mechanizmy „uwodzenia czytelnika”, że funkcjonuje raczej jako całość, bo kolejne rozdziały bezpośrednio się ze sobą łączą, nie są zbyt samodzielne i uniwersalne, to jednak zdecydowała się zaprezentować trzy fragmenty.

– W drugim najciekawsza jest jego końcowa część – to, w jaki sposób autor uwiarygodnił świat swojej powieści, by czytelnik doznał szoku, kiedy w tak realnym świecie zaczną zachodzić paranormalne zjawiska – mówi Agnieszka i dodaje: – Pisarzami, których wzięłam tu sobie na warsztat, są przede wszystkim Jonathan Carroll i Andrzej Sapkowski. Choć tak różni, zdają się oni korzystać z tych samych mechanizmów tworzenia bestselleru.

Zapraszamy do lektury:

Niekończąca się opowieść

Rozważając przyjemność, jakiej może dostarczyć tekst, Roland Barthes dochodzi do wniosku, że aby dany utwór satysfakcjonował czytelnika, musi być przede wszystkim krótki (żadna prawdziwa przyjemność nie jest długotrwała). Powinien także zawierać oryginalną treść, stroniąc od powtarzalności, którą pisarz określa jako „skundloną formę kultury masowej”. Jego zdaniem, współczesna cywilizacja hołduje bowiem powtarzaniu słów, schematów ideologicznych i form w nowych filmach, powieściach, programach telewizyjnych. Należy jednak zauważyć, że Barthes prowadzi swoje rozważania z punktu widzenia znawcy i konesera literatury wysokiej. W XXI wieku wielkie dzieła literatury są natomiast spychane na margines przez wysokonakładowe poradniki, biografie oraz powieści rozrywkowe. Można powiedzieć, iż spełnia się właśnie koszmarny sen pisarza – nadejście „ery powtórzenia”, w której oryginalność i krótkość utworu nie są uznawane za jego atuty. Nawet jeżeli krytycy mają na ten temat inne zdanie, ich głos już dawno przestał się liczyć. Obecnie to czytelnicy decydują o tym, czy książka jest warta uwagi. Pozostając jednocześnie niewolnikami świata konsumpcji, zaczynają traktować powieści tak jak inne towary, wyłożone na sklepowych półkach. W rozmowie z analizującym rynek bestsellerów Leszkiem Talko, Paweł Szwed podpowiada: „Książka powinna być gruba […]. – Czytelnik ma wrażenie, że zrobił dobry zakup.”

Kiedy natomiast ów „dobry zakup” zdobędzie już uznanie dużej grupy odbiorców i zostanie okrzyknięty „wydarzeniem” literackim, kolejnym krokiem, jaki powinien uczynić jego autor, jest napisanie następnej części. Nic nie sprzedaje się bowiem lepiej niż wszelkiego rodzaju cykle i sagi. Seria książek o Harrym Potterze stworzona przez J. K. Rowling cieszy się niegasnącym powodzeniem, na brak zainteresowania nie może też narzekać Stephenie Meyer, autorka kilkutomowego Zmierzchu. Andrzej Rostocki i Bogusław Sułkowski tłumaczą to zjawisko:

Bestseller jest gatunkiem twórczości seryjnej. […] Następne książki tego samego autora zwykle kontynuują […] odkrytą wcześniej receptę na popularność.

Pisarze tworzący literaturę rozrywkową doskonale zdają sobie z tego sprawę.

Zanim Andrzej Sapkowski wpadł na pomysł, aby napisać bestsellerową Sagę o Wiedźminie, wydał dwa tomy opowiadań: Ostatnie życzenie i Miecz przeznaczenia. Dopiero obserwując popularność, jaką wśród czytelników zdobyły jego utwory, postanowił rozwinąć historie skonstruowanych przez siebie bohaterów. Na fali sukcesu cyklu, wydał z kolei dwa opowiadania związane z osobą Geralta, zawarte w zbiorze Coś się kończy, coś się zaczyna: Droga, z której się nie wraca oraz noszące tytuł całego tomu alternatywne zakończenie Sagi. Świadomy, że przeciąganie w nieskończoność wiedźmińskiej serii musiałoby wreszcie znudzić czytelników, Sapkowski zdecydował się następnie zaproponować fanom swoich książek inny cykl. W ten sposób powstała Trylogia husycka (ciepło powitana przez odbiorców), stanowiąca niezbity dowód na to, iż powieściowe „tasiemce” są dla pisarzy po prostu opłacalne.

Bardzo lubiany przez polskich czytelników amerykański autor, Jonathan Carroll również ma w swoim dorobku serie. Zalicza się do nich tzw. Trylogia Crane’s View, na którą składają się: Całując ul, Zaślubiny patyków oraz Drewniane morze, a także złożona z dwóch części (Białe jabłka, Szklana zupa) opowieść o losach Vincenta Ettricha i jego ukochanej Isabelle Neukor. Nie jest to jednak jedyny sposób, w jaki pisarz wykorzystuje mechanizm powtórzenia i cykliczności. Zastanawiając się nad fenomenem twórczości Carrolla, Krzysztof Varga zauważa:

W każdej ze swych książek […] używa podobnych rekwizytów, ba, nawet tych samych bohaterów, bo na przykład reżyser Weber Gregstone czy mistyczny Venasque pojawiają się w różnych, pozornie ze sobą nie powiązanych utworach.

Rzeczywiście, powieści autora Krainy Chichów tylko pozornie nie są ze sobą związane. Opowiadając kolejne historie, posługuje się on bowiem tymi samymi elementami, wśród których (poza wymienionymi przez Vargę) wyróżnić można także: zwierzęta mówiące ludzkim głosem, osoby z zaświatów i duchy, bulteriery, postaci reprezentujące kilka różnych jaźni człowieka. Kiedy więc od lektury tych książek mija już pewien czas, czytelnik ma problem z przypomnieniem sobie ich konkretnej treści (zlewają się w jedno w pamięci odbiorcy). Wielbicielom twórczości Carrolla nie przeszkadza jednak rutyna. Przeciwnie – wiedzą oni, czego mogą się spodziewać po jego kolejnych utworach i kupują je, tak jak kupuje się produkty jednej ulubionej marki. Varga podsumowuje to zachowanie stwierdzeniem: „Czytelnicy kupują […] książki Carrolla, bo przyzwyczaili się do tej konwencji, tak jak palacz przyzwyczaja się do konkretnego gatunku papierosów.” Wszystko wskazuje na to, że ma rację.

Na tym tle rozważania Rolanda Barthesa dotyczące przyjemności, jaką czerpać można z czytania, wydają się być anachroniczne. Mogą stanowić wskazówkę dla pisarzy, którzy pragną tworzyć literaturę wysoką, ale spragnieni zysków autorzy powieści popularnych raczej z nich nie korzystają.


Czarowanie codzienności


Jakie jeszcze warunki musi spełnić pisarz, aby jego dzieło mogło zostać włączone w krąg literatury popularnej? Według Magdaleny Dolas, konieczne jest stworzenie takiej fabuły, w której będziemy mieć do czynienia z inwazją świata niezwykłego w świat codzienny, ze zderzeniem powszedniości i przygody. Jest to odpowiedź na system oczekiwań kultury masowej, na silną czytelniczą potrzebę bycia wprowadzonym w sferę zjawisk zakazanych lub niedostępnych odbiorcy, takich jak: magia, erotyka czy sacrum.
Wydaje mi się, że opisany model fabuły realizują właśnie powieści Jonathana Carrolla. Neil Gaiman tak komentuje wykreowane przez pisarza światy:

He opens a window you did not know was there and invites you to look through it. He gives you his eyes to see with, and he gives you the world all fresh and honest and new. („Otwiera okno, o którym nie wiedziałeś, że istnieje, i zaprasza cię, żebyś przez nie wyjrzał. Daje ci swoje oczy, żebyś mógł przez nie patrzeć, i daje ci świat świeży, czysty i nowy”)

Marta Rynduch, zafascynowana kontaminacją zwyczajnej, przyziemnej rzeczywistości i elementów fantastycznych, szczegółowo analizuje sposób, w jaki pisarz otwiera przed czytelnikiem owo okno. Autorka zwraca uwagę na analogię pomiędzy Alicją w krainie czarów a Krainą Chichów:

Tomasz Abbey (główny bohater książki) trafia do świata stworzonego przez Marshalla France'a (jedna z fikcyjnych postaci) niczym Alicja do króliczej nory. Sam Jonathan Carroll powiedział w jednym z wywiadów, że pisze bajki dla dorosłych.

Rzeczywiście, nie sposób nie zauważyć podobieństwa pomiędzy tymi utworami. Ma ono decydujące znaczenie dla fabuły Krainy.... Kiedy poznajemy głównego bohatera, przedstawia się on czytelnikowi jako znudzony nauczyciel języka angielskiego, prowadzący szare, przesiąknięte rutyną życie. Jest synem sławnego reżysera i tylko z tego powodu wzbudza zainteresowanie innych osób. W chwili, gdy podejmuje decyzję o porzuceniu szkoły i wyjeżdża do rodzinnego miasteczka bajkopisarza Marshalla France’a, aby napisać biografię swojego idola, staje się świadkiem dziwnych wydarzeń i paranormalnych zjawisk. Spotyka mówiące psy, słyszy niezrozumiałe rozmowy, obserwuje nienaturalne reakcje mieszkańców Galen na różne wydarzenia. Zatem dopiero wyjazd z Connecticut przenosi bohatera we właściwe miejsce akcji, rządzące się własnymi prawami. Jest to szok dla czytelnika, którego czujność została „uśpiona” w pierwszych sześciu rozdziałach powieści i który nie spodziewa się, iż w codzienności postaci tak przeciętnej, jak Tomasz Abbey, mogą zaistnieć zjawiska charakterystyczne dla świata magii.

Ów element zaskoczenia udało się Carrollowi uzyskać nie tylko poprzez przemieszczenie bohatera „w głąb króliczej nory”, ale także dzięki zabiegom „urealniania” świata przedstawionego. Jak zauważa Rynduch, Kraina Chichów jest wyraźnie osadzona w czasoprzestrzeni. Większa część akcji utworu rozgrywa się w Galen, w stanie Missouri. Pozostała część wydarzeń – w Connecticut oraz Nowym Jorku (w siedzibie wydawcy pisarza) i w zakładzie pogrzebowym, gdzie pracował France Marshall, zanim trafił do Galen.

Ponadto autor umieścił w powieści wiele nawiązań do świata popkultury. Kiedy Anna France opowiada Tomaszowi o książkach swojego ojca, wspomina, że ekranizacją Brzoskwiniowych cieni miała się zająć wytwórnia Walta Disneya. Saxony, komentując najnowszy zakup Abbeya (czerwony skafander), stwierdza natomiast, iż mężczyzna wygląda w tym stroju niczym skrzyżowanie światła stopu z Fredem Flinstonem. Są to mrugnięcia w stronę czytelnika, mające za zadanie sprawić, by podczas lektury mógł się on „zadomowić” w świecie stworzonym przez pisarza. Poczuć się w nim na tyle „swojsko” i naturalnie, by doznać wstrząsu, gdy w tej „oswojonej” przestrzeni zaczną zachodzić nadprzyrodzone zjawiska.

Sam bohater jest zaskoczony i jednocześnie przerażony tym, co go spotyka. Rozważając wydarzenia, których był świadkiem, zaczyna się zastanawiać, czy jego umysł nie został zamącony przez chorobę psychiczną:

Byłem świadkiem cudu, a jednak zastanawiałem się, czy przypadkiem nie tędy właśnie przechodzą na „tamtą stronę” wszyscy wariaci. Kobiety o twarzach latawców... gadające psy... Wszystko, co miałem w sobie za lekkie dziwactwa, nagle wstało z miejsc, skłoniło się głęboko i zaczęło po mnie krążyć w przyspieszonym tempie – nieco nadmierne upodobanie do kolekcjonowania masek, ciągłe mówienie o ojcu, które wskazywałoby na coś w rodzaju obsesji... Tego typu drobiazgi.


Nawet kiedy Anna decyduje się wyjaśnić mu przyczynę dotykających go dziwnych zjawisk i przedstawia dowody potwierdzające prawdziwość jej słów, Tomasz nie jest w stanie tak po prostu przyjąć do wiadomości tych wyjaśnień. Pozostaje postacią „wyciętą z realnego świata”. Jako narrator odwołuje się do zdrowego rozsądku czytelnika:

Coś niewyobrażalnego. Siedzisz sobie w fotelu, u twoich stóp pies. Pies patrzy ci prosto w oczy i blaszanym głosem opowiada, jak to jest być psem. A ty siedzisz, kiwasz głową i cały czas masz świadomość tego, co się dzieje.

Zaraz potem śmieje się z tej opowieści, żartobliwie parafrazując zdanie, zaczerpnięte z wypracowania ucznia: „Tomasz odwrócił się na drugi bok i dotknął bulteriera. – To był tylko sen, kochanie – powiedział bulterier.” Zachowanie i sposób myślenia Abbeya sprawiają, że odbiorca łatwo może się z nim utożsamić. Kiedy w miarę rozwoju fabuły dowiaduje się coraz więcej o tajemniczym Galen i wraz z bohaterem zbliża się do rozwiązania jego zagadki, zostaje wprowadzony w sferę zjawisk zakazanych. Poznaje sekrety dostępne jedynie mieszkańcom miasteczka. Dzięki temu zainteresowanie czytelnika wzrasta, a powieść wydaje mu się bardziej atrakcyjna.

Pozłacane myśli

W omawianych przeze mnie powieściach Jonathana Carrolla mamy do czynienia z pierwszoosobową narracją. Prowadzą ją zwyczajni, niczym niewyróżniający się bohaterowie, z jakimi każdy z nas mógłby się utożsamić. Zdają się oni mówić głosem czytelnika, starają się być wyrazicielami jego myśli i poglądów. Opowiadają o rzeczach, o których odbiorca dobrze wie i o których pragnąłby znów usłyszeć. Są to zazwyczaj proste prawdy, przyjmujące formę ładnie brzmiących aforyzmów, nadających się do oprawienia w ramkę i zawieszenia nad biurkiem. Żadna z nich nie wywołuje u odbiorcy lęku, nie zakłóca snu, nie prowadzi do przewartościowań. Oferują one natomiast, tak lubiane przez współczesnych czytelników, potwierdzenie. Nad popularnością „mechanizmu potwierdzenia” zastanawia się Jerzy Jarniewicz:

Być może czasy są takie, że wśród szerokich warstw czytelniczych rośnie popyt na potwierdzenia prawd najbanalniejszych, takich jak prostolinijne przesłania książek Whartona i Carrolla.

Jarniewicz zauważa jednak, iż owi pisarze-brzuchomówcy bardzo często mamią odbiorcę oczywistymi prawdami, bez zastanowienia brnąc w gąszcz uogólnień, zniekształceń i uproszczeń. Podkreśla, iż to, co oczywiste, może ocierać się o banał, który z kolei znajduje się o krok od fałszu, dlatego z prostymi prawdami należy obchodzić się niezwykle ostrożnie. Jego zdaniem, autorzy-brzuchomówcy tego nie potrafią:

Prawdy są tu oczywiście piękne, a do tego podane jak na dłoni. Tylko, że ta dłoń odziana jest w tak piekielnie jaskrawą, niemiłosiernie wzorzystą rękawiczkę.

Skłonność Carrolla do ozdabiania powieści „złotymi myślami” zauważa również Zofia Beszczyńska. Przytacza ona „skrzydlate słowa”, które można znaleźć w Szklanej zupie, m.in.: „Bóg to niejedna rzecz”, „Serce i umysł rzadko kłamią jednocześnie” czy „Żywi mają swój świat, a umarli swój”, podkreślając, iż pisarz zapełnił utwór efektownymi ornamentami, ale nie zbudował mocnego szkieletu, mogącego dać im podstawę. Jej zdaniem, Carroll ociera się o pustosłowie, czarując czytelnika tanimi prawdami, które niczego nie wnoszą do fabuły i które mają niewiele wspólnego ze stylistyczną wirtuozerią.

Czytelnikom nie przeszkadza jednak fakt, że owe aforyzmy pełnią przede wszystkim funkcję ozdobników i elementów umożliwiających delikatną manipulację odbiorcą. Proste prawdy uspokajają członków zarówno męskiej, jak i damskiej części czytelniczego gremium, gdyż nie wywołują w nich konfliktu wewnętrznego (jak to się dzieje w przypadku powieści problemowej). Magdalena Dolas podkreśla, iż piśmiennictwo popularne ma za zadanie realizować osobowość czytelnika, a nie osobowość autora, ma dostarczać nie tylko emocji, ale także satysfakcji. „Złote myśli” wypowiadane przez zwyczajnych, szarych bohaterów, są odpowiedzią na te wymagania. Ładnie brzmią oraz, co najważniejsze, uruchamiają mechanizm pocieszenia. W powieści Jonathana Carrolla pt. Na pastwę aniołów, Wyatt wyznaje:

Zupełnie inaczej jest, jeżeli masz kogoś, kto cię kocha. To ci daje setkę powodów, aby żyć. Ja ich nie mam.

Niezależnie od tego, czy czytelnik utożsamia się z bohaterem, czy też nie, zastanawiając się nad tym prostym stwierdzeniem, odczuje satysfakcję. Jeśli bowiem, tak jak Watt, uważa się za osobę niekochaną i nikomu niepotrzebną, to myśl, że podobne refleksje nieobce są także wielu innym ludziom, wyda mu się krzepiąca. Kreując postać everymana, pisarz stara się przecież stworzyć jego wiarygodny portret, zatem nie tylko cechy, ale również przemyślenia owej postaci, muszą być zbliżone do przemyśleń osób, które codziennie mijamy na ulicy, spotykamy w sklepach czy na przystankach. Jeżeli natomiast odbiorca uznaje, iż jego życiowa sytuacja zasadniczo różni się od sytuacji Wyatta, zaczyna doceniać swoje szczęście, nagle jest w stanie dostrzec i wyliczyć kolejne powody do radości.

Popularni pisarze doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ich czytelnicy oczekują pocieszenia i potwierdzenia oczywistych prawd. Dariusz Wojtczak, analizując twórczość Carrolla i Whartona, zauważa, iż poprzez swoje proste, „natchnione” stwierdzenia pisarze ci odgrywają wobec młodych odbiorców rolę terapeutów. Wskazują oni na najistotniejsze wartości, takie jak przyjaźń, miłość czy rodzina, co sprawia, że ich powieści niebezpiecznie zbliżają się do modnych książek z dziedziny psychologii transpersonalnej. Bardziej przypominają zbiory porad i wskazówek dotyczących życia niż rozrywkową literaturę. Czytelnicy zdają się tego nie zauważać. Zachwyceni „aforyzmami”, sięgają po kolejne utwory ulubionych autorów, po czym na specjalnych portalach internetowych zamieszczają ich nowe „skrzydlate myśli”, chcąc się podzielić tymi „niezwykłymi” refleksjami.

Agnieszka Moroz: Jak uwieść czytelnika

agnieszka moroz jak uwiesc czytelnika, zdjęcie 1/1


30 sierpnia 2013 21:53, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Komentarze:


No, no... Serce rośnie. To budujące, że idzie Pani dalej, Pani Agnieszko. Chętnie znowu zabawię się - ale już tylko i wyłącznie :) - w wydawcę i promotora, tym razem świetnej (jestem o tym przekonany) prozy. Powodzenia.
bytek, 31.08.2013, 10:10, 83.23.59.88 ##

):-)
Z.M.P.
Anonim_5286, 31.08.2013, 11:33, 81.190.181.250 ##

"...że aby dany utwór satysfakcjonował czytelnika, musi być przede wszystkim krótki ..." i tak trzymaj!
Anonim_1113, 31.08.2013, 11:36, 78.8.95.190 ##

Jestem the best! P. Moroz :)
Anonim_3892, 16.10.2013, 00:05, 178.214.6.15 ##

Agnieszko. To bardzo mądra rozprawa. Ale jak chcesz wydasz to drukiem, to czy zadalaś sobie pytanie. Dla kogo? Czy tylko dla samej satysfakcji??
Aśka, 16.10.2013, 16:34, 89.228.145.69 ##

Do Aśka: Owszem, zadałam sobie takie pytanie. Mam już konkretnych odiorców w środowsku akademickim, którzy na tę książkę oczekiwali i wielokrotnie pytali mnie o to, kiedy pojawi się ona drukiem. Publikowanie nie służy w moim przypadku satysfakcji. Publikuję teksty naukowe, wokół których później toczą się polemiki. Zapraszam do poszukiwań moich tekstów naukowych w ogólnopolskich i międzynarodowych wydawnictwach. Pozdrawiam.

Agnieszka
Anonim_9364, 16.10.2013, 19:03, 81.190.165.94 ##

Serwis www.egorzowska.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłączną własnością ich autorów.

Na Kostrzyńskiej będą utrudnienia
We wtorek (27 kwietnia) nastąpi zmiana organizacji ruchu na ulicy Kostrzyńskiej i alei 11 Listopada. Wykonawca przebudowy tych ulic planuje przystąpić ... <czytaj dalej>
Bagiński dwukrotnie skazany
Publikujemy przesłany do naszej redakcji list mecenasa Jerzego Wierchowicza. List mecenasa Jerzego Wierchowicza skierowany został do przedsiębiorcy i polityka Jacka Bachalskiego, ... <czytaj dalej>
O udział gorzowian
w tworzeniu strategicznego dokumentu
Publikujemy interpelację radnej Marty Bejnar-Bejnarowicz, skierowaną do prezydenta Jacka Wójcickiego. Szanowny Prezydencie, na najbliższą sesję Rady Miasta przedkłada Pan projekt uchwały o ... <czytaj dalej>
Trudniejszy przejazd przez centrum
Uwaga! Poważne utrudnienia i trudniejszy przejazd przez centrum. Przebudowa skrzyżowania ulic Bolesława Chrobrego, Wybickiego i Władysława Jagiełły będzie realizowana w dwóch ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę

Być dumnymi z przeszłości
Uroczystości z okazji 230 rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 Maja odbyły ... <czytaj dalej>
Mamy dość zamknięcia - aktualizacja
Kolejka jest długa. Ludzie stoją po cztery godziny i dłużej. ... <czytaj dalej>
Poradnia czynna inaczej
Wojewódzka Poradnia Anestezjologiczna i Zwalczania Bólu będzie czynna inaczej. Wielospecjalistyczny Szpital ... <czytaj dalej>
Oddaj książkę, kiedy chcesz
Przed Wojewódzką i Miejską Biblioteką Publiczną w Gorzowie stanęła wrzutnia. ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« maj 2021 »
P W Ś C P S N
     
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
      
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
In vitro, katedra, Wojciechowska i święte oburzenie
Środową (31 marca) sesję rady miasta zdominowały trzy sprawy: in vitro, dotacja na katedrę i wygaszenie mandatu radnej Grażyny Wojciechowskiej. In vitro Najmniej czasu zajęła radnym decyzja związana z finansowaniem in vitro. ... <czytaj dalej>
Wyhoduj Mega Dynię
Rusza konkurs Lubuska Mega Dynia. Do wygrania nagrody rzeczowe i <czytaj dalej>
350 tys. zł dla niepełnosprawnych
Dokładnie 350 tys. zł zostanie przeznaczone na rehabilitację zawodową i <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - 1b-1.jpg
Hanna Kaup:
Nasz AS - wspomnienie
Za czasów „Ziemi Gorzowskiej” pisałam felietony o kulturze. Bohaterem jednego ... <czytaj dalej>
Hanna Kaup:
Mogę być kustoszem tego miejsca
- Mogę być kustoszem tego miejsca – mówi Ireneusz Chmura, ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Wszystko o jednodawkowej szczepionce Janssen
Publikujemy dane dot. III fazy badania jednodawkowej szczepionki Janssen przeciwko ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Jak chronić się przed cyberprzestępcami w pandemii?
Fałszywe sklepy internetowe, oszustwa telefoniczne, ransomware – cyberprzestępcy nie próżnują ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anna Dominiak:
Ogromna strata. Był niezastąpiony, <czytaj dalej>
Miejscowy:
Myślę, że o sprawie powinien Pan Chmura poinformować organizację Mniejszości Niemieckiej, w Zielonej Górze. W Gorzowie są jej członkowie, ale <czytaj dalej>
Anonim_3473:
Przyjaznym był mi Człowiekiem!Odpoczywaj w pokoju!
Z.M.P. <czytaj dalej>
Anonim_3792:
Bardzo smutne,ale wierzę w odnowę. <czytaj dalej>
Anonim_3166:
A mnie zawsze zadziwia, że świeto narodowe i jego obchody są zagarniane przez KK. Więcej świeckości 3 maja <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej