piątek 14 maja 2021     Maciej, Bonifacy, Dobiesław
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej
szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Wspomnienia dziadka
eGorzowska - 3450_syn2PaEQ6jcKe3WdkstI.jpg21 i 22 stycznia to dni poświęcone babciom i dziadkom. Z tej okazji publikujemy wywiad - wspomnienie przeprowadzony kilka lat temu przez wnuczkę Martę Wiśniewską – dziś studentkę Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu – z dziadkiem Władysławem Snowydą – emerytowanym policjantem, który wczesne dzieciństwo spędził w Belgii, młodość w Kotlinie Kłodzkiej, a dorosłe życie związał z Gorzowem.

Dziadku, urodziłeś się 27 czerwca 1936 roku w Belgii. Miałeś zaledwie trzy lata, kiedy wybuchła II wojna światowa. Pamiętasz jakieś szczegóły ze swojego dzieciństwa?

- Wojny nie pamiętam. Byłem za mały. Najbardziej utkwił mi w pamięci okres szkolny. W Belgii dzieci do szkoły wysyłano od 6 roku życia. Nie musieliśmy nosić ze sobą żadnych podręczników czy pomocy szkolnych. Nie obowiązywały także mundurki. W szkole spędzałem 10 godzin. Zajęcia rozpoczynałem o 8.00 , a kończyłem o 18.00. W trakcie dnia miałem przerwy na posiłki, które zapewniała szkoła.

Co jadłeś najczęściej?

- Jadłem bardzo dużo owoców południowych i warzyw. Na obiad przeważnie małże, frytki i kukurydzę. W Belgii było to tanie i bardzo znane pożywienie. Do frytek podawano zawsze musztardę. Było jej tyle gatunków, że nie sposób zapamiętać. Trudno też porównać ją ze smakiem którejkolwiek dostępnej obecnie w sklepie.

Po takich posiłkach z pewnością lepiej chłonąłeś wiedzę. Jak wyglądały zajęcia w szkole?


- Zajęcia odbywały się zawsze w tej samej klasie. Nauczyciel przychodził do nas. Nie było mieszanych grup. Dziewczęta i chłopcy uczyli się oddzielnie. Nawet dziedziniec szkoły podzielony był wielkim murem, aby uniemożliwić kontakty ze sobą podczas pobytu w szkole. Dodam, że była to ta sama szkoła. Pisaliśmy specjalnymi rysikami na gliniano-kamiennych tabliczkach, oprawianych w drewnianą ramę. Te rysiki przypominały nieco kredę. Lekcje odrabiałem pod nadzorem nauczyciela w szkole podczas zajęć. Także wracając do domu miałem czas dla siebie.

Jak spędzałeś wolny czas?


- Na zabawach z kolegami. Graliśmy w różne gry i zabawy podobne do tych w Polsce. Najfajniejsze jednak było to, że na ulicy można było kupić frytki, hot-dogi czy inne pyszności. W Polsce nie było to znane. Przekonałem się wkrótce o tym.

Kiedy z rodziną przeprowadziliście się do Polski?


- Po zakończeniu II wojny światowej. Miałem wtedy 9 lat. Dokładnie było to 19 września 1946 roku. Osiedliliśmy się w miejscowości Wojcieszów, niedaleko Jeleniej Góry. Wszystko było takie inne i obce. Byłem rozczarowany. Nie było owoców południowych, frytek nikt nie znał, nie wspomnę o małżach. Poza tym do szkoły musiałem chodzić z wypchanym tornistrem, lekcje odrabiać w domu, pisać w zeszytach specjalną stalówką, maczając ją w słoiczku z atramentem. Wszystko musiałem mieć swoje. Najzabawniej było oczywiście z atramentem, który wyciekał i plamił wszystko, co tylko się dało. Ile razy za to dostałem w skórę. Nie tylko od rodziców. W polskiej szkole nauczyciel mógł wymierzać karę specjalną rózgą. W Belgii nie bito dzieci.

Po przyjeździe czułeś się Polakiem czy Belgiem?


- W Belgii miałem przykrości, bo byłem inny. W Polsce też. Tak naprawdę ani Belg, ani Polak. Ojciec był górnikiem – sztygarem w kopalni węgla kamiennego. Mama zajmowała się domem i dziećmi. Było nas sześcioro braci, więc miała co robić. Przemieszczaliśmy się po Europie ze względu na pracę ojca. Ja i moi bracia rodziliśmy się w różnych państwach. Ale ojciec był Polakiem, mama pochodziła z Ukrainy.

Dziadku, kiedy osiedliłeś się z rodziną w Polsce, zauważyłeś sporo różnić, a czy jakieś podobieństwa zakodowałeś w swojej pamięci?

- Chyba tylko tradycje związane ze świętami. W Polsce i Belgii w podobny sposób obchodzono Święta Bożego Narodzenia i Wielkiej Nocy. Niestety w Polsce nikt nie słyszał o szukaniu prezentów i podarków w domowym ogródku, które chował Zając podczas Świąt Wielkanocnych. W Belgii dla dzieci była to wielka zabawa. To tylko taka drobna różnica.

Dzieci szybko się aklimatyzują. Pewnie przyzwyczaiłeś się do panujących zwyczajów. Coś sprawiło ci trudność dziadku?


- Bardzo trudnym do opanowania był dla mnie język polski, ale udało się. Zresztą, jak sięgam pamięcią, podczas swojej edukacji niezły byłem z przedmiotów ścisłych. Bardzo lubiłem matematykę, fizykę i chemię. Język polski ma rozbudowaną gramatykę i ortografię. Z flamandzkim nie było takiego problemu.

Co się działo z tobą po skończeniu szkoły podstawowej?

- Rozpocząłem naukę w Technikum Elektrycznym w Świdnicy. Była to szkoła z internatem. Niestety, przerwałem swoją edukację w momencie śmierci ojca. Mamy nie było stać na opłacenie internatu. Musiałem iść do pracy. Trafiłem do Zakładu Przemysłu Wapienniczego w Wojcieszowie w charakterze pracownika umysłowego. Zostałem dyspozytorem transportu. Był jednak warunek – musiałem ukończyć zaocznie Technikum Ekonomiczne w Legnicy. Sprostałem wymaganiom pracodawcy. Kiedy jednak ukończyłem 18 rok życia, zostałem powołany do służby wojskowej Wojsk Ochrony Pogranicza na południu kraju.

Służba wojskowa nie kojarzy się młodzieży zbyt dobrze. Jakie są twoje dziadku odczucia?


- Ja wspominam ten okres bardzo dobrze. Nauczyłem się świetnie jeździć na nartach. Nawet brałem udział w zawodach i skakałem na skoczni, ale zdecydowanie mniejszej niż ta, na której skaczą obecnie sportowcy. Po skończonej służbie wojskowej zapragnąłem wstąpić do Policji. Wówczas ta instytucja nosiła nazwę Milicji Obywatelskiej. Wcześniej zdałem maturę, ukończyłem szkołę oficerską i przyjechałem do Gorzowa. To w wielkim skrócie.

Zostałeś tu oddelegowany?


- Nie, zupełnie nie. Mogłem jechać do Wrocławia, ale zakochałem się w twojej babci. Założyliśmy rodzinę i żyjemy tu do dziś. Może to i lepiej, bo nie rozmawialibyśmy teraz ze sobą.

Dziękuję.

Rozmawiała Marta Anna Wiśniewska
Foto archiwum rodzinne


, zdjęcie 1/5

, zdjęcie 2/5

, zdjęcie 4/5

, zdjęcie 5/5


21 stycznia 2013 23:01, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Pchli targ w nowym miejscu
Gorzowski Rynek Hurtowy uruchomił w nowym miejscu tzw. pchli targ. Teraz mieści się na parkingu, między bramą wjazdową od ulicy Woskowej, ... <czytaj dalej>
Na Kostrzyńskiej będą utrudnienia
We wtorek (27 kwietnia) nastąpi zmiana organizacji ruchu na ulicy Kostrzyńskiej i alei 11 Listopada. Wykonawca przebudowy tych ulic planuje przystąpić ... <czytaj dalej>
Bagiński dwukrotnie skazany
Publikujemy przesłany do naszej redakcji list mecenasa Jerzego Wierchowicza. List mecenasa Jerzego Wierchowicza skierowany został do przedsiębiorcy i polityka Jacka Bachalskiego, ... <czytaj dalej>
O udział gorzowian
w tworzeniu strategicznego dokumentu
Publikujemy interpelację radnej Marty Bejnar-Bejnarowicz, skierowaną do prezydenta Jacka Wójcickiego. Szanowny Prezydencie, na najbliższą sesję Rady Miasta przedkłada Pan projekt uchwały o ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
Restauracja Kandelabr

ul. Marcinkowskiego 90 a, Gorzów Wlkp.
tel. 95 728 70 50
branża: Restauracje <czytaj dalej>

Pchli targ w nowym miejscu
Gorzowski Rynek Hurtowy uruchomił w nowym miejscu tzw. pchli targ. Teraz ... <czytaj dalej>
Noc Muzeów 2021
Muzeum Lubuskie w Gorzowie zaprasza na Noc Muzeów 2021. W sobotę, ... <czytaj dalej>
Prezenty na urodziny
Filharmonia Gorzowska obchodzi w maju swoje 10. urodziny. Z tej ... <czytaj dalej>
Pożegnanie Ireneusza Krzysztofa Szmidta
W słoneczny majowy poniedziałek o 13.15 rozpoczęło się pożegnanie śp. ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« maj 2021 »
P W Ś C P S N
     
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
      
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
In vitro, katedra, Wojciechowska i święte oburzenie
Środową (31 marca) sesję rady miasta zdominowały trzy sprawy: in vitro, dotacja na katedrę i wygaszenie mandatu radnej Grażyny Wojciechowskiej. In vitro Najmniej czasu zajęła radnym decyzja związana z finansowaniem in vitro. ... <czytaj dalej>
Konkurs na fraszkę
Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Zbigniewa Herberta w Gorzowie <czytaj dalej>
Pro Arte z Lemem
Miejskie Centrum Kultury zachęca do wzięcia udziału w przeglądzie powiatowym <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - 9b.jpg
Hanna Kaup:
Pożegnanie Ireneusza Krzysztofa Szmidta
W słoneczny majowy poniedziałek o 13.15 rozpoczęło się pożegnanie śp. ... <czytaj dalej>
Hanna Kaup:
Po nas choćby i... solary
Gorick, Gorik, Gorka, Gorkow, Gorcke, Gurkow – to dawne nazwy ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Wszystko o jednodawkowej szczepionce Janssen
Publikujemy dane dot. III fazy badania jednodawkowej szczepionki Janssen przeciwko ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Jak chronić się przed cyberprzestępcami w pandemii?
Fałszywe sklepy internetowe, oszustwa telefoniczne, ransomware – cyberprzestępcy nie próżnują ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_3473:
A w Łośnie zrobiono porządek na niemieckim cmentarzu. Wycięto krzaki, kilka drzew, ogrodono i założono lapidarium. Przy nim dwie ławeczki zapra <czytaj dalej>
Anonim_4113:
Pocalujta w d..e wójta! <czytaj dalej>
Anonim_8895:
Rozumiem że po wojnie, wg władzy komunistycznej, konieczne było wyrugowanie jakiejkolwiek pamięci po niemieckich mieszkańcach tych ziem.
Je <czytaj dalej>
Miejscowy:
Kto to jest ten Owczarek, jaką firmę prowadził, że wie? W willi powinno być Muzeum naszego Gorzowa, a Landsberg-a. Nie zaś kolejny żłób. <czytaj dalej>
Joanna:
Był naszym Przyjacielem.
Przeszedł do historii Gorzowa (razem z Krysią).
Dziękuję Mu za wszystko.


<czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej