środa 23 października 2019     Marleny, Edwarda, Seweryna
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej

szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Życie ciekawsze niż książka (3)
eGorzowska - 9016_3GdSSuDVkOoI2Tna32Q2.jpg


Rozmowa z założycielem i pierwszym kierownikiem oddziału anestezjologii i intensywnej terapii w gorzowskim szpitalu Jackiem Zajączkiem.


Początek rozmowy przeczytacie tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9014,

Część drugą przeczytacie tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9015,

DOŚWIADCZENIE, PEWNOŚĆ SIEBIE, ZWYCIĘSTWA I KLĘSKI

Pamięta pan sytuacje, z którymi się pan zmagał, gdy wydawało się, że nie ma szans, a jednak zdarzył się jakiś cud?
- Zdarzały się takie. Pamiętam jeszcze ze Szczecina dwa przypadki. Jeden młodej chorej z ciężkim urazem wielonarządowym w wypadku komunikacyjnym. Pamiętam pacjentkę, która bezpośrednio po porodzie dostała zatoru tętnicy płucnej. Leczyliśmy ją fibrynolizą i niestety, w skutek pomyłki laboratoryjnej doszło do przedawkowania tych fibrynolityków. Zostałem wtedy wezwany do szpitala. Udało się z pomocą kolegi internisty, który obejrzał te wyniki, zadzwonił do laboratorium i zadał jedno pytanie: "Słuchajcie dziewczyny, a gdzie tu w jej krzepnięciu jest ten fibrynogen? Dlaczego tutaj nie podajecie wartości fibrynogenu". A one mówią, że fibrynogenu nie ma u tej pacjentki, więc nie ma co krzepnąć. I ona by się wykrwawiła. To celne pytanie, którego ja sobie nie zadałem, a on zadał i była umożliwiona właściwa reakcja. Tę dziewczynę wyciągnęliśmy drugi raz prawie z przedsionka św. Piotra. Tego było trochę, ale jestem już w takim wieku, że raczej się pamięta wczesne dzieciństwo. Jakby pani mnie spytała, jak uciekaliśmy z bratem na Wawel, to bym opowiedział ze szczegółami.

Interesuje mnie kontekst, który sam pan poruszył, o niechęci do zagłębiania się w naukową sferę medyczną. W tym znaczeniu pytam o zaskoczenia, których był pan świadkiem i o to, czego musiał się pan nauczyć przez praktykę albo od kolegi, albo poprzez zastosowanie nowych metod medycznych.

- To są różne drogi, aczkolwiek zawsze będę uważał, że medycyna to nie jest rzecz, której można się nauczyć tylko z książki. Oczywiście, trzeba się opierać na literaturze i tam szukać nowości, udoskonaleń. To jest jedno źródło. W porównaniu z tym, jak pracowałem w l. 70. i 80. to medycyna była siermiężna, intensywna terapia w Polsce była siermiężna. Jak sobie przypomnę te aparaty do znieczulenia... Teraz jesteśmy w stanie wymonitorować w człowieku prawie wszystko na oddziale, łącznie z jego EEG. No ale okazuje się, że jest jeszcze następny aspekt sprawy, że to nie zawsze przekłada się na wyniki. Technika nie leczy, tylko ma być ułatwieniem dla człowieka, bo on stoi za tym i wyciąga wnioski. Maszyny nie są jeszcze na tyle bystre, żeby wyciągać wnioski. I tu jest niezmiernie ważna rzecz - doświadczenie. Aczkolwiek cały czas powtarzam, że mi się wydawało, że już wszystko w życiu widziałem, a co jakiś czas jest coś, co mnie zaskakuje. I dobrze jest sobie zdawać z tego sprawę. Bo pewność siebie gubi. Gubi przeświadczenie o nieomylności. Są też i klęski. Pamiętam taką młodą dziewczynę, o której byłbym przysiągł, że nie może mieć zatoru tętnicy płucnej, a niestety, miała ten zator. Może ona by nie zginęła, gdybyśmy przyjęli, że jednak mogła go mieć. Więc pewność siebie gubi, nie tylko nas, ale i pacjentów. Jak byłem stażystą w Szczecinie na chirurgii, pracował tam chirurg, z którym miałem niezły kontakt i często stawałem z nim do operacji, oczywiście jako stażysta na haki, ale szkoła chyba była na tyle dobra, że pod koniec stażu dał mi zoperować wyrostek w swoim towarzystwie. Tak,że zaliczyłem też appendektomię. Jak dochodziło do jakiegoś kryzysu w czasie operacji, on miał takie powiedzenie: "Jacek, tylko spokojnie, nie nerwowo, my niczym nie ryzykujemy, to chory ryzykuje wszystkim." Oczywiście, ja to często powtarzam, ale to nie dlatego, że uważam, że chory ryzykuje wszystkim bo rzeczywiście ryzykuje. Teraz znacznie więcej niż kiedyś, bo te odszkodowania idą w miliony. Ale to w trudnym momencie pozwala stanąć w pewnej odległości od problemu i to bardzo pomaga, bo jak człowiek się nie zdystansuje, to w tym zapędzie może źle zadziałać.

Ale nie każdy potrafi taki dystans złapać.
- No tak, trzeba na to lat pracy.

Co panu w pracy jeszcze pomagało w zderzaniu brakami i niedostatkami?

- Ja jestem chyba optymistą albo mam na ogół pogodny nastrój. Oczywiście, jak sobie przypomnę lata, kiedy organizowałem ten oddział, to chyba potrafiłem być też bardzo niedobrym szefem, bo mi się wydawało, że nie jestem takim cholerykiem, a potrafiłem kląć jak szewc, wymyślać, krzyczeć, robić awantury. Dzisiaj już taki nie jestem, ale to też powiedzmy, z latami charaktery się zmieniają, a poza tym krzyk nie jest dobrą metodą. Czasami był potrzebny. Mnie jedno bardzo się nie podobało. Jeżeli wchodzę na oddział, a stanowiska są zmonitorowane i niby wszystko na tych monitorach widać, a ja pierwszy podnoszę alarm, że coś się nie tak dzieje się z pacjentem, podczas gdy powinno być odwrotnie, to ja powinienem być zaalarmowany. Takich sytuacji bardzo nie lubiłem. Najgorsze były te poranne kawki przed przystąpieniem do pracy. Wtedy mogło się wszystko zdarzyć, ale ta kawa z oddziałową była dla zespołu pielęgniarek nieśmiertelna. Często musiałem wrzeszczeć, że natychmiast trzeba reagować, a teraz raczej używam słowa: "Niech pani będzie łaskawa. Niech pani popatrzy. Gdyby pani była uprzejma". I to też jest skuteczne.

Wskazuje pan na ogromną różnicę podejścia pracowników do zawodu. Musi być ktoś, kto wyprzedza resztę o krok, dwa, trzy...

- Musi, musi, tak...

Bo cała reszta wykonuje pracę, nie czując powołania?

- To jest tak. Wiele z tych osób, z którymi zaczynałem, zostało po prostu zmuszonych do pracy na intensywnej terapii. Naczelna pielęgniarka mówiła: "Albo tam, albo nigdzie". I z wielu wyrosły naprawdę wspaniałe pielęgniarki. Mam do nich olbrzymi szacunek. Chciałbym dodać, że to nie jest jakaś osobny świat - bo my lekarze bez ich pracy takiej finansowo niedocenionej nie mażemy istnieć Mimo to nie można powiedzieć, że wszyscy czuli się powołani, aczkolwiek zawsze uważałem, że rola oddziałowej jest bardzo ważna, bo ona nie może być tylko administratorem, ale musi umieć to wszystko, czego nie potrafią zrobić jej pielęgniarki. Teraz jak pracuję w Drezdenku, mamy taką oddziałową, ale nie zawsze tak było. Nie wszystkie czuły powołanie. Wiele z nich odeszło do mniej istotnych prac. Wiele z nich się po prostu wypaliło, pozakładały też rodziny, rodziły dzieci i tak też się powykruszały. Może to zdradzanie pewnych tajemnic, ale w Szczecinie i w Gorzowie też obowiązywała taka praktyka, że jak jakaś pielęgniarka nie sprawdzała się na innym oddziale, to była zsyłana za karę na OJOM. Tak na OJOM. Pamiętam taka położna była, którą nam za karę zesłano w Szczecinie i jak jej zwrócono uwagę, że się w nocy nie angażuje do pracy na ginekologii, to ona powiedziała, że chce sobie pospać, a reszta ją "wali". I ten zwrot tak mi został w pamięci. Tak było. Innym razem w ramach tego karania trafiła do nas na oddział alkoholiczka, która wypijała spirytus skażony. I tak też bywało. Ale jeśli mogę coś dodać w o pielęgniarkach to fakt, że pasjonowało mnie zawsze nauczanie. I mogę z dumą powiedzieć, że uczestniczyłem w nauczaniu pokoleń pielęgniarek- specjalistek. I one to wdzięcznie pamiętają. Jest takie towarzystwo pielęgniarek intensywnej terapii i anestezjologii. No i kilka lat temu zostałem wybrany na honorowego członka tego towarzystwa i jestem z tego bardzo dumny.

OD KLASYKI, PRZEZ JAZZ I POP, PO OPERĘ

Z wielu życiowych prywatnych sytuacji musiał pan rezygnować z uwagi na wykonywaną pracę i brak ludzi?
- Tak, musiałem rezygnować. W Szczecinie byłem systematycznym klientem filharmonii, tu nie mogłem być. Nawet teraz jestem rzadko, zbyt rzadko, bo np. w listopadzie chyba był taki koncert wiolonczelowy, ale nie mogłem go wysłuchać, bo miałem dyżur. Ja jeszcze na koniec życia zostałem prezesem samorządu lekarskiego. Teraz kadencja już się kończy, więc może będzie trochę więcej luzu. Ale też dzięki niej, jeśli już wyjeżdżałem do Warszawy i było wieczorem parę godzin wolnego, to gdzieś mi się udało wyskoczyć do teatru, opery, na jakiś koncert.

Skąd to upodobanie do muzyki?

- Z domu.

Klasyczna z domu?
- Klasyczna i jazz, w latach nastoletnich wyparte przez pop. Jak w 1964 zaczęli się Beatlesi, to wszystko zeszło na dalszy plan. Zresztą, dla mnie oni się nie zestarzeli. Pamiętam, jak się uciekało ze szkoły, bo ktoś ogłosił: "Mam nowego longa Beatlesów" - i się szło na wagary i słuchało się. Teraz to już jest zupełnie inaczej. Mam wszystkich Beatlesów nie na winylach ale na CD. Mam, co nagrali. I dla mnie to się nie zestarzało. Nawet powiem, że wolę tych pierwszych Beatlesów niż schyłkowych z ich ostatniej płyty "Get Back", bo tam - moim zdaniem - zaczynają trochę wydziwiać, a śpiewali proste piękne melodie. To zostaje. Gdzieś tam moje upodobanie zatrzymało się na "Sierżancie Pieprzu". A najbardziej te pierwsze: "Please, Please Me", "With The Beatles", "Hart Days Night " bo tak to szło. Potem "Beatles for Sale ", "Help", "Rubber Soul", potem był "Revolver" i "Sgt. Pepper’s Lonely Hearts Club Band". Słucham jeszcze czasami.

Czyli młodzieńcze lata to pop.
- Jeżeli jednak wracamy do pytania, dlaczego muzyka klasyczna, to jak byłem dzieckiem i chłopcem, w czasach stalinowskich do 1956 r. podstawa programowa polskiego radia to była muzyka ludowa, zwłaszcza pieśń gruzińska "Suliko". Ale moi rodzice oboje grali. Ja się nie nauczyłem, bo nie mam słuchu muzycznego. Zresztą pianino mamy przepadło w czasie wywózki. Nie odzyskała go i już potem nie grała. Ojciec miał jakieś skrzypce, ale był propagatorem muzyki klasycznej i ja dlatego głównie jej słuchałem. Takie nazwiska jak Beethoven, Mozart. Ojciec był wielbicielem Beethovena. Wtedy nie było jeszcze takiego kultu Bacha. Chopin aż mi sie przejadł na wiele, wiele lat. Dopiero na stare lata pokochałem go i zrozumiałem. Ale mój ojciec po wojnie był stypendystą w Paryżu na Sorbonie, chyba przez dwa lata i tam chodził na koncerty i widział największe sławy ówczesnej muzyki poważnej. Takie nazwiska jak Stokowski, Rubinstein to on na własne oczy i uszy widział i słyszał. Opowiadał nam z zapałem, jak legendarny francuski skrzypek Jacques Thibaud wspaniale frazował. I tak się z tym osłuchałem. Generalnie z jakiegoś legendarnego kręgu pamiętam moment, miałem jakieś może dziesięć lat, w radiu szła Mozarta "Eine kleine Nachtmusik". I to mi się tak spodobało, że wiedziałem, że to już będzie to. Potem jeszcze po paru latach starszy brat przywlókł jazz do domu i tego jazzu też się trochę słuchałem, ale generalnie jednej rzeczy w młodości nie lubiłem. Być może bym polubił, ale w Szczecinie nie było - opery. Nie chodziłem i nie lubiłem jej. Uważałem, że to w porównaniu z muzyką symfoniczną jest szmira i tandeta. I teraz na stare lata nagle pokochałem operę i jak tylko mogę, to chodzę. W maju wyjeżdżam do Lipska na cztery dni, bo tam będą wystawiać Tetralogię Wagnera, którą chciałbym raz zobaczyć na żywo, posłuchać, bo mam kilka kompletów na płytach.

Znajdzie się też czas na Muzykę w Raju?
- Też, też. Właściwie nie opuściłem żadnego roku, ale teraz nie zdarza się, że jestem od początku do końca, jak w pierwszych latach, póki pracowałem na Dekerta i byłem szefem. Mogłem sobie planować urlop, a teraz już muszę się dostosowywać.

Cdn.

Tekst i foto Hanna Kaup


25 grudnia 2018 09:23, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Komentarze:


Tak, tak! Spotykalismy się w Paradyżu na "Muzyce w Raju". Pan dr to znawca muzyki dawnej!
Anonim_1355, 07.01.2019, 21:35, 81.190.168.154 ##

Serwis www.egorzowska.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłączną własnością ich autorów.

Ludzie kultury i sztuki mogą ubiegać się o stypendia
Można ubiegać się o stypendia dla osób zajmujących się twórczością artystyczną, upowszechnianiem kultury oraz opieką nad zabytkami. Prezydent Miasta zaprasza wszystkie ... <czytaj dalej>
Porozmawiajmy o budżecie obywatelskim

Tegoroczna edycja budżetu obywatelskiego powoli dobiega końca. Zapraszamy mieszkańców do dyskusji na temat całego procesu, regulaminu, oceny oraz ewentualnych uwag. O ... <czytaj dalej>
Centrum Gorzowa od-nowa
W Gorzowie powstanie atrakcyjne miejsce wypoczynku dla mieszkańców i turystów. Spójna przestrzeń w przyszłości połączy nadwarciański bulwar z ulicą Sikorskiego ... <czytaj dalej>
Grand Prix za kampanię promocyjną
Miasto Gorzów otrzymało nagrodę Grand Prix w konkursie KRYSZTAŁY PR w kategorii najlepsza kreatywna kampania promocyjna. To wyróżnienie za działania ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę

Zdrowie i Bezpieczeństwo w Pracy
Wojewódzki Ośrodek Medycyny Pracy w Gorzowie Wlkp. oraz Polskie Towarzystwo ... <czytaj dalej>
60-lecie gorzowskiej Odzieżówki
Zespół Szkół Odzieżowych im. Krzysztofa Kieślowskiego skończył 6o lat. Jubileusz ... <czytaj dalej>
Ludzie kultury i sztuki mogą ubiegać się o stypendia
Można ubiegać się o stypendia dla osób zajmujących się twórczością ... <czytaj dalej>
Stypendia dla Lubuskich Talentów
Rusza program stypendialny Lubuskie Talenty. Ma podwyższyć potencjał edukacyjny 260 ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« październik 2019 »
P W Ś C P S N
 
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
   
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
Gorzów ma ludzi, których warto naśladować
Skończyły się wakacje, skończyło lato i tylko jeszcze wyjazdy do lasu dają namiastkę radości, bo w tym roku lasy pełne grzybów. Jeśli przyjrzeć się forom internetowym, to aż dziw bierze, ... <czytaj dalej>
Podróże moich marzeń - konkurs
„Sztuka Osób Niepełnosprawnych” to jeden z największych w Polsce przeglądów <czytaj dalej>
Historyczna pamięć miasta
Młodzieży, weź udział w konkursie „Historyczna pamięć Miasta – Gorzów <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - omaraa.jpg
Hanna Kaup:
Pomaganie ma sens
Z Fundacją Arka Bydgoszcz jestem związana od 15 lat. W ... <czytaj dalej>
Hanna Kaup:
Radosny sezon grzybowy
Choć wielu prorokowało, że z powodu suchego lata w lasach ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Trzeba sadzić drzewa
Najskuteczniejszym sposobem walki z globalnym ociepleniem jest sadzenie drzew. Szwajcarscy ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Profilowanie, mikrotargetowanie i niejawni nadawcy
Facebook umożliwia docieranie do bardzo specyficznych grup wyborców ze specjalnie ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_8335:
Czy ktoś już podjął decyzję w sprawie likwidacji naszej miernej Filhamonii. Czy moze nadal utrzymuję z moich podatków grupę domorosłych ,,muz <czytaj dalej>
Anonim_7864:
dostosowane zeby nauczyciele mieli miejsca pracy. a juz kiekoniecznie jej asbolwenci w wl"wyuczonym" zawodzie <czytaj dalej>
Andrzej Trzaskowski:
Czas płynie czy tego chcemy, czy nie. I na to nie mamy wpływu. Historia szkoły, jej przeobrażeń podyktowanych przez czas, koniecznych w zmieniaj <czytaj dalej>
Anonim_7864:
krzywde sie robi dzieciom
zmuszajac je do uzyskiwania srednich powyzej 5.0

kujony nie beda miec zycia

400zl stypendium a sy <czytaj dalej>
Anonim_4362:
lepiej w Różankach. obok asfaltowni. <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej