sobota 7 grudnia 2019     Agata, Ambroży, Marcin
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej

szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Nieplanowana spowiedź z życia (4)
eGorzowska - 9013_glWMaHgWxLxT8I7JBki.jpg

Czwarta i ostatnia część historii Henryka Szulżyckiego.

Pierwszą część przeczytasz tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9010,nieplanowana_spowiedz_z_zycia_1,

Drugą część przeczytasz tu:http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9011,

Trzecią część przeczytasz tu:http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,9012,


Od powrotu z Kaługi do końca II wojny światowej Henryk Szulżycki mieszkał w swoich rodzinnych stronach, ale włączonych już do ZSRR. 8 maja 1945 r. uciekł stamtąd w poszukiwaniu ojczyzny, prawdziwej Polski, ponieważ był prześladowany przez bolszewików z NKWD. Z pewnością wiązało się to z pobytem w Armii Radzieckiej i swobodnym posługiwaniem się językiem rosyjskim. Wielokrotnie namawiano go nie tylko do tego, by pozostał w Rosji, ale też donosił służbom o wszystkim, co dzieje się wśród ludzi. Mężczyzna nigdy nie uległ tym namowom. Kiedy więc zaczęły działać komitety repatriacyjne, a w jednym z nich pracowała jego kuzynka Rozalia Zubowicz, poprosił, by wpisała go na wyjazd. Wspólnie zgłosili się do Smorgoń i zapisali na listę. Wkrótce otrzymali zawiadomienie, że trzeba stawić się na dworcu kolejowym w Smorgoniach odległych o 12 km. Zawiózł ich ojciec. Załadowali się obok jakichś ludzi, którzy przetrzymali ich przez noc. Ale oczekiwanie się przedłużało. Ponieważ kuzynka była z dziećmi, nie miała co dać im pić, poprosiła Heńka, by poszedł do domu po mleko.

Po drodze, w lesie, patrzę, rosyjski enkawudzista idzie. Przeszedł, ale wrócił i pyta: "A ty kuda?" - Do domu. "Po szto?" - Po psizczu (Po jedzenie). "A czemu tutaj?" Na szczęście miałem taki świstek, że mogłem się poruszać, bo byłem do rozminowywania. I ja mu pokazuję. A on, że jutro mam się stawić do kołchozu. - Ale po co? - pytam. - Ja muszę... "Nie, niet" - nie było gadania. No to dobrze. - Horoszo - mówię. Wtedy on spytał: "A ty tabaku masz?" (...). Poczęstowałem go machorką. "Ale jutro masz być" - usłyszałem jeszcze. Bezwzględni byli ci Sowieci (...). Rano (...) mama podoiła krowę, zabrałem to mleko i piorunem poszedłem. Przychodzę, pociąg stoi gotowy do odjazdu. Szybko wsiadłem i odjechałem. Po latach ojciec mówił, że ten enkawudzista przychodził i "Gdzie twój syn?" - pytał. To było dokładnie 8 maja 1945 roku. Akuratnie nastąpiła strzelanina w Smorgoniach. Nie wiedzieliśmy, co to się stało, a tu się okazało, że był podpisywany układ.

Wilno - Grodno - Tuchola - Nowogródek Pomorski

Koniec wojny nie oznaczał końca kłopotów. Droga do Polski wiodła przez Wilno, potem Grodno, gdzie na granicy Henryk stracił wszystkie książki i zeszyty, które kazano mu wyrzucić. Gdy jego transport dotarł do Warszawy, zmienił kierunek na Bydgoszcz i zatrzymał się w Tucholi. Tam Henryk Szulżycki mieszkał rok. Pracował w urzędzie repatriacyjnym jako goniec, ale i tam dosięgała go polityczna ręka władzy. Znów był namawiany, by zostać szpiegiem i donosić na innych. - Później jak jechałem przez Stargard Szczeciński, to też mnie jakiś agent próbował werbować. Mówię: "Daj pan spokój", a on mi jakiś świstek dał, że mam go pokazać na policji - wspomina.

Po niespełna roku pobytu w Tucholi Henryk dostał list, że jego rodzice są w Nowogródku Pomorskim. Pojechał więc z Chojnic do Krzyża i Gorzowa, gdzie po raz pierwszy zobaczył katedrę. Zrobiła na nim ogromne wrażenie. Musiał jeszcze dostać się do Myśliborza, ale docierał tam tylko pociąg towarowy i w dodatku nie zatrzymywał się na stacji. 20-latek poprosił maszynistę, żeby w Myśliborzu trochę przyhamował. Wtedy wyskoczył z wagonu i... nie wiedział, w którą stronę iść. Wiedział tylko, że szuka Nowogródka. Skierował się więc na Lipiany, po drodze pytając ludzi o miejscowość. "A co ty, Nowogródek został tam na wschodzie" - usłyszał od kogoś. Nie rezygnował. Wciąż szedł. Przed Lipianami po prawej stronie zobaczył tablicę z napisem: "Nowogródek Pomorski 8 km". - Panie Boże, mówię, dobrze, że tu jestem - wspomina po 70 latach. - Zaszedłem tam i akuratnie patrzę, a na placu bawi się mój brat jeden i drugi. Spotkałem też znajomych z mojej miejscowości. Ale pobyłem tam dwa czy trzy dni i wracałem do Tucholi. Potem złożyłem oświadczenie, że nie będę już pracował, bo jadę do domu, do rodziców, którzy mieli w Nowogródku Pomorskim gospodarkę.

Myślibórz - Słupsk - Gorzów
W podmyśliborskiej wsi Henryk spotkał Zygmunta, jednego z kolegów, który wrócił z nim z Kaługi. Z drugim zobaczył się w Słupsku, gdzie powołano go do wojska polskiego (oczywiście, nic nie mówił, że służył w wojsku w Rosji). W 1949 r. po ukończeniu w Myśliborzu IX klasy, otrzymał powołanie. Wkrótce powołali też Zygmunta. - On pokazał swój świstek, że był w Kałudze. To enkawudzista podarł go i wyrzucił do kosza. Jak się o tym dowiedziałem, to już swojego nie pokazywałem - mówi pan Henryk.

W Słupsku Henryk służył do 1952 r. Kiedy dowódca zobaczył, że ma dryg wojskowy, powiedział, że będzie szefem kompanii. Został też pisarzem batalionu. Pisał rozkłady zajęć dla trzech kompani strzeleckich, plutonu artylerii i plutonu CKM. Wysłano go też do szkoły podoficerskiej. Tam został wezwany do dowódcy kompanii. - Ja sobie myślę, co się stało? - wspomina. - Ale przychodzę, melduję się: "Obywatelu poruczniku..." a on do mnie: "A ty w partyzantce byłeś?" I patrzy. Aż struchlałem. Ręce mi opadły. Myślę, skąd on tam co wie? A on: "Nie bój się, ja też byłem". No to mnie ulżyło. I się okazało, że on pochodził ze Smorgoń i nazwisko moje znał. Ale potem już nigdy nic na ten temat myśmy nie mówili. Tylko jak robił jakieś ćwiczenia, egzaminy, to mnie zawsze pisał "bardzo dobry". To koledzy zdenerwowali się, bo po szkole podoficerskiej dostali dwie belki kaprala, a ja trzy plutonowego (...).

Także w wojsku namawiano Henryka, żeby został tajnym agentem. - Jeden taki za mną chodził. Boże mój, o Boże, już niemożliwy był i wołał mnie, żebym przystąpił do nich - opowiada pan Henryk, dodając, że nasyłał na niego oficerów, żeby donosił, co inni mówią. Ponieważ jako pisarz pobierał z tajnej kancelarii papiery i kalki z podpisem, kiedy pojawiał się tajniak, zaglądał nawet do kosza, czy tam nie ma jakichś śladów. Ostatnia niebezpieczna sytuacja zdarzyła się 26-letniemu żołnierzowi w momencie wyjścia do cywila.
- Któryś z kolegów wypił sobie za dużo i rozrabiał. Ja mówię do żołnierza na warcie: "Weź go zamknij do pokoju". I on go zamknął, tak że tamten nie mógł wyjść. Ja zbieram się do wyjścia, a on okno otworzył i krzyczy: "Wołajcie NKWD, on jest AK-owiec!" Boże, Boże jak ja skoczyłem do pociągu. Myślałem, że już nie dojadę - wzdycha pan Henryk. Dojechał.

Ruiny
Wrócił, ale już do Gorzowa, bo tu, przy rogu Łokietka i Armii Polskiej osiedlili się jego rodzice i dwaj bracia: Stanisław i Mieczysław. - Ja był najstarszy. Oni rodzili sie przy mnie - opowiada. - Stanisław zginął pracując ze mną w ZBM-ie jako dekarz. Za Wartą, tam gdzie jest schronisko, na ulicy rozpalał ognisko i smołę grzał. W pobliżu bawiły się dzieci i stało parę koni. I one się czegoś przestraszyły i ruszyły. Brat, chcąc obronić dzieci, wybiegł, dostał dyszlem w piersi i zmarł. Drugi też już nie żyje. Rodzice pochowani w Gorzowie na nowym cmentarzu. Stanisław był najpierw na Warszawskiej, ale już tutaj jego prochy przeniesione obok rodziców i tam już mnie pochowają - dodaje.

Po przyjeździe do Gorzowa, niedaleko mieszkania rodziców, w narożnikowym budynku, obok kiosku gdzie dziś sprzedają gazety, siedzibę miał Zarząd Budynków Mieszkalnych. Tam Henryk Szulżycki został kierownikiem ADM nr 1. Później był kierownikiem grupy i majstrem, odpowiedzialnym za gospodarstwo położone na rogu ul. Wybickiego, naprzeciw Łokietka i Armii Polskiej. Znajdowały się tam baraki z dekarzami i zdunami.

- Gorzów to były ruiny - mówi krótko Henryk Szulżycki. - Tam, gdzie stoją budynki naprzeciw Urzędu Miejskiego były ruiny. Wszędzie. Ile ja tu roboty zrobiłem. Pamiętam, najwięcej na Krzywoustego. Jakie tam na podwórku były gruzy. Furmanki miałem dwie, nie samochody, i tylko one wywoziły gruz na Żwirową. Obok poczty, tam była szkoła. Pełno cegieł i ludzie je zbierali, jak im było potrzeba. I mnie też wszędzie wysyłali, żeby przejąć budynki. Tu, gdzie przychodnia lekarska jest naprzeciw sądu, byli żołnierze rosyjscy, a ta ulica była zamknięta - Dzierżyńskiego się nazywała, a teraz Kazimierza Wielkiego. Powiedzieli mi: "Ty po rosyjsku umiesz, to się dogadasz" i poszedłem do oficera, żeby odebrać budynek. On mi pokazał wszystkie pokoje, powiedziałem, że charaszo będzie i przekazałem do Urzędu Miejskiego. Później przeszedłem do Przemysłówki, to budowaliśmy szkoły i przedszkola. A Urząd Wojewódzki kto budował? A Urząd Skarbowy kto budował? A pocztę? Przecież połączona została z Urzędem Wojewódzkim, bo powiedzieli, że tu będzie komitet PZPR. A ja mówiłem, żeby chociaż dali dla Armii Krajowej. Nie dali. Na ulicy Dzieci Wrzesińskich nadzorowałem budowę budynków. Szkoły, przedszkola, a i kioski specjalne to też my. Tu pierwszy na Fabrycznej, później naprzeciw Myśliborskiej, Wybickiego, to wszystko było NRD-owskie, stamtąd sprowadzane i my to wszystko stawialiśmy.

Sąd
I choć pan Henryk - jak zapewnia - przeszedł wszystkie szczeble kariery i za swoją pracę i życiową postawę otrzymał odznaczenia, w tym Krzyż Zasługi od Lecha Kaczyńskiego, doświadczył również nieprzyjemnych sytuacji.
- W sądzie mnie sądzili, jak byłem kierownikiem grupy w tym zapasowym gospodarstwie z dekarzami, zdunami i ślusarzami - wspomina. - Robiłem, co trzeba było, a później jak były dachówki szkodliwe dla zdrowia i zmieniliśmy je na inne, to trzeba było normę opracować. I ja to zrobiłem. Mój kierownik nawet nie podpisał - z mojej głupoty, że mu nie dałem. I kiedy przyszła służba kontroli, mnie napisali, że ja chyba mam od tego jakieś zyski, że źle to zostało opracowane. Dyrektor napisał, że mam zapłacić. Ja mówię, że za cholerę nie będę płacił, więc podano mnie do sądu. Tam kierownik mówi, ty weź adwokata, on będzie cię bronił a ja znów, że za cholerę nie biorę, będę się sam bronił. Pani sędzina usłyszała to i aż się zaśmiała. I dekarze byli, i potwierdzili, że nie miałem żadnych zysków i sędzia mnie sprawę umorzyła.

Sztandar
Kiedy pan Henryk mieszkał przy ul. Łokietka, na msze św. chodził do katedry. Po ślubie od 1954 r. do dziś mieszka przy ul. Mieszka I tuż przy kościele Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. Ponieważ za dziecięcych lat był ministrantem, także w Gorzowie związał się z kościołem, a jako późniejszy pracownik nadzoru budowlanego pomagał przy stawianiu dobudówki na tyłach parafii. Oczywiście współpracował również z proboszczem, którym był ks. Witold Andrzejewski, również kapelan żołnierzy Armii Krajowej, a potem policji. - To ja występowałem do episkopatu w Warszawie o przyznanie księdzu proboszczowi odznaczenia i o to, żeby został naszym kapelanem - dodaje Henryk Szulżycki. To on od lat jest w poczcie i na każdej ważnej uroczystości prezentuje sztandar Żołnierzy AK Gorzów.

- Poczet sztandarowy założony został przez byłego pierwszego prezesa naszego zarządu. Początkowo należeliśmy jako koło do Poznania, później odłączyliśmy się i nazwaliśmy "Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej Gorzów Wlkp." - mówi pan Henryk i dodaje, że początkowo było ich około 300, ale z każdym rokiem ta liczba się zmniejsza. - Teraz, bo ja wiem, mogę doliczyć się dziesięciu osób, ale nikogo nie znajdę, gdzie kto mieszka. Dziś ja jestem wiceprezesem. Mój prezes Bogusław Mucha mieszka na Chodkiewicza, ale nigdzie się nie pokazuje, jest niepełnosprawny.
Pierwotnie sztandar wisiał u Henryka Szulżyckiego w domu, ale dzięki porozumieniu z kościołem i po wybudowaniu z tyłu plebani, tam ma swoje miejsce. - Nadzorowałem tę budowę, by wszystko było porobione jak trzeba - wyjaśnia. - Sztandar jest w plebanii. Katyniaków i nasz. I czasami się tam spotykamy, np. na Kaziuki czy inne święta. Chodzimy też do Białego Kościoła. Tam są Wołyniacy. Zawsze też jesteśmy w rocznicę wybuchu powstania warszawskiego na cmentarzu.

Bóg - Honor - Ojczyzna
Pan Henryk wierny jest idei: Bóg, Honor, Ojczyzna. Chce, by młodzież poznawała naszą historię. Zapytany jednak, z czego jest najbardziej dumny w swoim życiu - odpowiada: - Z niczego nie jestem dumny. Nie wszyscy uznają, że to, co robiliśmy, było dobre. Wtedy to jeszcze za młody byłem. Wierzyłem, że dobrze było. Teraz świat się zmienił. Niby Unię mamy, trzymamy się wszyscy razem i mam wrażenie, że chyba siła mocy jest, ale jest też groźba konfliktu zbrojnego.
A gdyby pan miał powiedzieć, gdzie jest pana miejsce na ziemi, byłby to Gorzów czy jednak tam, gdzie się pan urodził? - pytam.

- Hehe, ale porusza pani struny. Ja teraz jak śpiewam pieśń: "Chwalcie łąki umajone, góry, doliny zielone", to mnie łzy z oczu lecą - zdradza. - I teraz widzę każdy kąt. Kiedyś musiałem się namyślić, a teraz nawet nie potrzebuję oczu zamknąć. Każdy kąt widzę. Mam kontakt z jednym znajomym z Grodna. Wysyłamy sobie życzenia co święta. W Smorgoniach mam kolegę i jego wnuczki przysyłają do mnie listy po rosyjsku. Miałem więcej znajomych, ale już nie odzywają się, a młodzież zapomina. I ze swojej wsi nikogo już nie mam. Z nikim się nie porozumiem. Kolega Hutorowicz zdjęcie mi przysłał z Nowogródczyzny. Tam utworzona została jakaś polska grupa. Nic nie piszą o prześladowaniu, więc chyba jest dobrze, bo nawet zdjęcia są. Ale u mnie na Białorusi, na tych terenach Wileńszczyzny nikt się nie odzywa.

Oczywiście pan Henryk odwiedzał swoje rodzinne strony. Kiedyś w czasie jednej z takich podróży został okradziony. - W Toruniu kupowałem bilet i mnie skradli dokumenty, z biletem i wszystkim - wspomina pan Henryk. - Widziałem, jak ci ludzie chodzili i obserwowali mnie, ale nie przyszło mi nawet do głowy, że mnie okradną. Zgłosiłem konduktorowi , a w Gorzowie zameldowałem na policję. Wtedy pomyślałem sobie, że jak będę robił nowe dokumenty, to już z prawdziwą datą urodzenia. Napisałam do Grodna i przysłali mnie metrykę. I od tego czasu mam właściwą datę urodzenia.

Tekst i foto Hanna Kaup
 


22 grudnia 2018 18:18, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Ważny komunikat
Komenda Wojewódzka Policji w Gorzowie Wlkp. wydała postanowienie o zasięgnięciu opinii biegłych lekarzy w związku z prowadzonym postępowaniem przygotowawczym w ... <czytaj dalej>
Taki kalendarz warto mieć
Dwanaście spośród tysięcy wyjątkowych fotografii Gorzowa sprzed lat autorstwa Waldemara Kućki trafiło do miejskiego kalendarza na 2020 rok. W Mikołajki, ... <czytaj dalej>
Nowy prezes Inneko
Łukasz Marcinkiewicz uzupełni skład zarządu Grupy Kapitałowej Inneko. Rada nadzorcza powołała go na stanowisko prezesa. Funkcję tę ma pełnić trzy ... <czytaj dalej>
Może zostaniesz ławnikiem?
Informacja o uzupełniającym wyborze ławników. Rada Miasta informuje o przystąpieniu do uzupełniającego wyboru dwóch ławników do Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
"Dan-Trans" Danuta Wierzchanowska

ul. Armii Ludowej 7 m. 17, Gorzów Wlkp.
tel. 606 190 702
branża: Transport samochodowy <czytaj dalej>
Wachłowski Andrzej Zakład Handlowo-Usługowy

ul. Fabryczna 38 l. 2, Gorzów Wlkp.
tel. 95 720 45 71
branża: Projektowe biura <czytaj dalej>

Taki kalendarz warto mieć
Dwanaście spośród tysięcy wyjątkowych fotografii Gorzowa sprzed lat autorstwa Waldemara ... <czytaj dalej>
W teatrze spotkasz Mikołaja

To już tradycja w Teatrze im. J. Osterwy w Gorzowie. ... <czytaj dalej>
Choroba, która odbiera przyszłość
Ruch, czyli troska o sprawność fizyczną i słońce to recepta ... <czytaj dalej>
Sanatorium Egle Birsztany – koniecznie sami sprawdźcie
Dziś oststni odcinek podróży do Birsztan i Druskiennik na Litwę ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« grudzień 2019 »
P W Ś C P S N
      
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
     
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
Gorzowskie "wioski potiomkinowskie"
Ostatnia rozmowa jeszcze z dyrektorem Filharmonii Gorzowskiej Mariuszem Wróblem w radiu Gorzów odbiła się szerokim echem głównie wśród osób „zaangażowanych” w odejście tegoż. Jak się można było spodziewać, największe obrażenie (jak mawia ... <czytaj dalej>
Przedszkolaki nauczą mycia rąk
Przedszkolaki mogą wziąć udział w konkursie plastycznym z okazji Światowego <czytaj dalej>
Podróże moich marzeń - konkurs
„Sztuka Osób Niepełnosprawnych” to jeden z największych w Polsce przeglądów <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - wood.jpg
Hanna Kaup:
Blues Noah na najwyższym poziomie
Takie koncerty jak ten niedzielny w wykonaniu Noah Wotherspoon Band ... <czytaj dalej>
Hanna Kaup:
Pomaganie ma sens
Z Fundacją Arka Bydgoszcz jestem związana od 15 lat. W ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Opieka nad osobą po udarze mózgu to także troska o siebie
Kiedy bliską osobę dotknie choroba neurologiczna, szereg obowiązków i trudności ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Tajemnice lotów transferowych
Linie lotnicze zazwyczaj nie oferują bezpośrednich lotów do odległych zakątków ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_1853:
dlatego zadnych szczepionek nigdy nie brałem ani brać nie będe
a lewacy chcą wprowadzic szczepionki obowiązkowe <czytaj dalej>
Anonim_7119:
czujemy, że anonim_8982 to paweł adrian. <czytaj dalej>
Anonim_1345:
Jest pięknie ,radośnie oby tak dalej. A widać ze kogoś zazdrość bardzo zżera od środka .Nikt nikogo nie zmusza do śpiewania czy słuchania. <czytaj dalej>
Anonim_1866:
"Rzadko udzielam się na forach" - może w przypadku Anonima 8982 to błąd. Takich wypowiedzi nigdy za wiele. <czytaj dalej>
Anonim_4458:
Panie Andrzeju - chyba naprawdę nie warto... W sumie to jest bardzo smutne. <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej