środa 26 lutego 2020     Bogumił, Aleksandra, Mirosława
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej

szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Kim są bohaterowie nowego biuletynu „Łączą nas ludzie i miejsca”
"Siostra od dobrego umierania"
eGorzowska - 8983_ONVZcPmrmmdP7Jyhz95.jpgPromocja trzeciego biuletynu z serii „Łączą nas ludzie i miejsca” odbędzie się 16 grudnia w białym kościele po mszy o godzinie 13.00.

Stowarzyszenie św. Eugeniusza de Mazenoda zrealizowało kolejny projekt wydawniczy z cyklu „Łączą nas ludzie i miejsca”. Historie Henryka Szulżyckiego, Michaeli Rak, Jacka Zajączka, Teresy Szewczyk i Stanisławy Dudziak spisała Hanna Kaup. W biuletynie znalał się również tekst Piotra Steblin-Kamińskiego, który publikowaliśmy na łamach naszgo portalu (czytaj tu: http://www.egorzowska.pl/pokaz,czlowiek,8928,)

52-stronicowy biuletyn zawiera niezwykłe opowieści z życia osób, które połączył Gorzów. Wydawnictwo zostało opatrzone licznymi zdjęciami, potwierdzającymi prawdziwość opowieści bohaterów.

Każdy, kto zechce otrzymać biuletyn, dostanie go w niedzielę 16 grudnia na spotkaniu w białym kościele. Dziś publikujemy pierwszą część reportażu o siostrze Michaeli. Powstał on dziesięć lat temu, gdy siostra opuszczała Gorzów, by w Wilnie tworzyć pierwsze hospicjum. W wydawnictwie zamieszczony jest również tekst, który został napisany w tym roku, po tym jak w Poznaniu Michaela Rak odbierała nagrodę „Żurawin”.

Zapraszamy: niedziela, 16 grudnia, po mszy o 13.00 w białym kościele.


SIOSTRA OD DOBREGO UMIERANIA cz. 1
- Ja jestem siostra Michaela ze Skrzynki pod Lipianami, córka polskiej ziemi, urodzona na ściernisku. Ojciec akurat coś kosił, a mama wiązała snopki. Jak się zaczęło, rzucił kosę, ale zanim fachowa pomoc dojechała starą warszawą, ja wzięłam i się urodziłam – mówi o sobie. 18 lipca 2008 r. skończyła 45 lat. Przez 12 prowadziła w Gorzowie Hospicjum św. Kamila. Od sierpnia zaczęła misję w Wilnie. Wiedziała, że będzie ciężko.

Rodzice siostry Michaeli pochodzili z Lubelszczyzny. Przyjechali na ziemie zachodnie po II wojnie światowej. Zostali tu jak wszyscy – z obawą i niepewnością, że czeka ich ciągłe pakowanie walizek. Ale zostali na zawsze. Tato umarł w 1985, mama w 2001.

PIERWSZE: NIE BĘDĘ KLĘKAĆ PRZED CZŁOWIEKIEM
- Nie umiem znaleźć takiego momentu, w którym nagle poczułam, że chcę być zakonnicą. Na pewno w moim patrzeniu na wprost jest drugi człowiek. Zawsze bolało mnie to, co jego. Czułam się potrzebna, odpowiedzialna, winna. Chciałam naprawiać zło, które było wynikiem braku miłości. Od początku pragnęłam być dla ludzi. Nawet jak w szkole grałyśmy w piłkę ręczną i ja miałam podarte tenisówki, wyprosiłam mamę, żeby kupiła mi nowe, ale jak zobaczyłam, że druga koleżanka nie ma wcale, to oddałam jej i sama grałam w podartych. Właściwie do ukończenia czwartej klasy rosło we mnie to, że będę siostrą zakonną – mówi.

To pewnie „wina” charyzmatycznego katechety z podstawówki. Wywarł na niej takie wrażenie, że robiła mamie wymówki, dlaczego nie urodziła jej chłopcem. Bo by była księdzem Janem.
- Mama tłumaczyła mi, że można służyć Panu Bogu, będąc kobietą. Zabrała mnie do Szczecina i pokazała siostry zakonne. No i po ósmej klasie, którą skończyłam w Lipianach, nie widziałam dla siebie innego życia. Nie składałam nigdzie dokumentów, nie wybierałam się na żadne egzaminy. Pojechałam z mamą do sióstr Szarytek w Krakowie na rekolekcje powołaniowe. Gdy ona zwiedzała, ja szukałam Boga. Wreszcie przyszedł ostatni dzień rekolekcji. Pełna entuzjazmu stałam na korytarzu, gdy przechodziła tamtędy sędziwa siostra zakonna. W tym momencie inne najpierw zastygły, a potem przyklękły i pochyliły przed nią głowy. Wtedy ja, 15-latka, zapytałam: „A kto to?”. Odpowiedziały, że siostra przełożona. „Dlaczego więc klękacie” – znów spytałam. „Długo by tłumaczyć. Nie zrozumiesz. Tak jest”. I nagle zrodził się we mnie bunt. Jakby piorun trafił: „Nie! Nigdy nie będę klękać przed człowiekiem! A jeśli już, to przed samym Panem Bogiem” – powiedziałam i… zapomniałam o zakonie.

DRUGIE: ZOSTANĘ MIŁOSIERNYM POWSINOGĄ
Wyjazd do Wilna siostra Michaela planowała od jesieni 2007. Ale w Gorzowie musiała zakończyć programy i wyprowadzić finanse swojego hospicjum. Nie wiedziała jednak, że na Litwie też będzie je zakładać. Mówi, że wraca do domu, bo tam, w 1941 zaczęła się droga do jej zgromadzenia, które po wojnie przeniesiono do Myśliborza.

Przy ul. Rossa 6 w Wilnie był klasztor sióstr Wizytek. W przyklasztornych budynkach mieszkał ks. Michał Sopoćko, spowiednik siostry Faustyny Kowalskiej. To na jej prośbę, w pracowni malarza Kazimirowskiego powstał obraz Jezusa Miłosiernego. PO wojnie klasztor odebrano siostrom i zamieniono na więzienie o zaostrzonym rygorze. Dopiero w 2000 obiekt zwrócono miastu, wyremontowano, a w pracowni stworzono kaplicę. I w to miejsce wróciła siostra Michaela, by stało się miejscem miłosierdzia, miejscem, które połączy Wilno. Siostra wiedziała, że będzie trudno. Wiedziała, że są duże oczekiwania, ale i duże antagonizmy. Ludzie kłócą się między sobą, bo mieszkają tam nie tylko Litwini, ale Rosjanie, Białorusini i Polacy. Jest też duża wspólnota żydowska.
- W tym miejscu musi stanąć człowiek i ma to być hospicjum – mówiła przed dziesięciu laty. - Do jego powołania potrzebne są ogromne środki, ale łatwiej wyremontować budynek niż posklejać człowieka. U nas jest rozwinięta i usankcjonowana medycyna paliatywna, a tam nie ma hospicjów. Będę je tworzyć w poczuciu więzi ze wspólnotą zakonną, ale nie wiem, jak zostanę przyjęta. To Litwa w końcu. Już zaczęłam przygotowania. Od gorzowskiej rzeźbiarki Zosi Bilińskiej dostałam prezent „Wilno po polsku”. Stąd wiem, jak jest po litewsku: dzień dobry, dziękuję. To bardzo dobry przewodnik, są adresy wspólnot, stowarzyszeń. Muszę się przygotować, bo będę tam powsinogą.

TRZECIE: WEZMĘ SIĘ ZA ŻYCIE
Kiedy zbuntowana panienka Rak wróciła z Krakowa do swojej wioski, był sierpień. Po wszystkich egzaminach wstępnych, więc bez szans na liceum. Zresztą, przecież wcześniej wiedziała, że będzie zakonnicą. A tu wróciła z nowym przekonaniem: „Nie będzie”. Ze szkół został tylko gastronomik w Lipianach, więc się zdecydowała. Zajęła się sportem. Grała w piłkę ręczną.
- Wymyśliłam sobie, że będę sportsmenką. Zaczęły się eliminacje, potem wyjazdy na mecze. Ale kiedy zdradziłam mamie swoje plany, ona strzeliła mi z piątki i powiedziała, że chce mieć normalne dziecko, więc mam się wziąć za życie, nie za piłkę. Wtedy, w czasach zawodówki, nie myślałam o powołaniu. Potem poszłam do Ekonomika w Barlinku. Ciągle czułam, że mam duszę artystyczną, jak za czasów podstawówki, w swojej Skrzynce założyłam wiejski teatrzyk. Recytowaliśmy tam wiersze Mickiewicza, Gałczyńskiego, graliśmy Makuszyńskiego, w szkolnej świetlicy robiliśmy inscenizacje ze starymi zasłonami. To mi zostało, jak byłam starsza. Lubiłam piosenki, chodziłam na tańce. Ale jak już szłam na dancing, partner musiał być w garniturze. Wtedy znów wiedziałam, że będę… żoną z minimum piątką dzieci.

No i przyszedł czas, gdy w szafie zawisła ślubna sukienka. Ale pewności w sercu dziewczyny nie było. Dwa miesiące przed weselem powiedziała: „Nie”. Wcześniej poszła na pielgrzymkę do Częstochowy. Gdy wróciła, znów wiedziała, że… jednak żoną nie będzie. Po dwóch latach od rozstania z narzeczonym, postanowiła wstąpić do zakonu. Jasna Góra miała jej podpowiedzieć, które zgromadzenie wybrać. Znów tam pojechała. Pierwszy habit, jaki ujrzała, należał do zakonnic z Myśliborza, więc zjawiła się u nich. Potem poszła na studia teologiczne w Warszawie. Gdy na trzecim roku robiła drugi wydział prawa kanonicznego – prawo cywilne – zadzwoniła do niej Siostra Generalna: „W Gorzowie tworzy się hospicjum. Ja nie wiem, o co chodzi, ale zostaje siostra przeniesiona do Gorzowa na ul Stilonową”.
- Zrobiłam wtedy w kaplicy awanturę Panu Bogu, że tak nie można, że mam przed sobą karierę. Ale przecież składałam śluby posłuszeństwa, więc jestem jak żołnierz. Był ból, płacz, ale spakowałam się i przyjechałam tu.

CZWARTE: STWORZĘ PRAWDZIWY DOM
Hospicjum to wielkie wyzwanie dla każdego człowieka, który tam trafi. Pomaga chorym na raka. Zwykle nieuleczalnie. Najważniejsze, co może dla nich zrobić, to być w miłości do ostatniej sekundy. I tam odchodzi się w spokoju i poszanowaniu, bez względu na przynależność partyjną, wyznawaną wiarę czy zasobność portfela. Personel dba, by idee hospicjum nie zostały zmienione. Nawet wobec trudności finansowych, z jakimi musi się brykać. Bo pacjent jest najważniejszy i dla niego trzeba zrobić wszystko. Kiedy, np. chce lampkę koniaku, dostaje koniak; gdy pragnie umrzeć przytulony do drzewa, siostra ścina mu konar i przynosi do łóżka. Te cuda, jakie działy się w Gorzowie przy ul. Stilonowej, w „Niebie dla akrobaty” opisał Jan Grzegorczyk. Ludzie dowiedzieli się, że hospicjum to nie żaden przytułek, a dom, w którym – mimo trudności – ofiarowuje się człowiekowi miłość i serdeczny uśmiech, a siostra Michaela jest tego filarem. Nawet gdy ktoś obchodzi się z nią niedelikatnie:
- Kiedyś do chorego przyjechała grupa ludzi ze Skrzynki – wspomina. – Jedna z kobiet spytała: „To tu kierowniczką jest ta Rak?” i zaraz dodała: „To córka takiego pijaka tak daleko doszła?” Siostry z refleksem potwierdziły: „Tak. Córka tego pijaka jest naszym kierownikiem”. Ja się swojej rodziny nie wstydzę, ale to bolało – mówi.

Wszystkie swoje siły siostra Michaela zawsze wkłada w to, by nie zaprzepaścić idei hospicjum i zawsze uczy, że w każdym pacjencie trzeba widzieć człowieka.
- Dwa dni temu przyszło do nas trzech Cyganów. Jeden w pięknym kapeluszu panama. Mówi, że ma ośmioletnią córeczkę. Odwiedził z nią centra onkologiczne w Lublinie, Warszawie, Wrocławiu. U nas w szpitalu dali jej coś przeciwbólowego, ale ona wciąż strasznie cierpi i wyje z bólu. Natychmiast zadzwoniłam do naszego doktora. „Musimy cię ukraść na 30 minut. Dziecko może się udusić. Trzeba pomóc!”. Cygan przyniósł córkę na rękach do hospicjum, a z nim pojawiła się cała wspólnota. Dziewczynka była bardzo zaniedbana. W gardle miała grzybicę. Pomogliśmy jej. Po kilku godzinach odzyskała przytomność, zjadła pomidorówkę, jogurt, a my ustroiliśmy jej pokój balonami. W drugiej dobie poszła do szpitala. Gdyby od razu tam trafiła, pewnie udusiłaby się. Cyganie wyjeżdżali załamani z powodu stanu córki, ale z poczuciem, że mają w nas pomoc. I u nas tak jest, 24 godziny na dobę, ale to nie szpital ani dom starców. To prawdziwy dom.

PIĄTE: SPRÓBUJĘ UCIEC OD ŚMIERCI
Siostra Michaela lubi wędkować. Szczególnie z braćmi. W 2006 r. sześć lat starszy od niej Kazimierz, który zawsze uczył ją życia, manier i tego, co ładne, a co nie, zaproponował jej jednodniowy wypoczynek na kutrze. – Kupił bilet i mówi, że wszystko załatwione, że wypływamy na Bałtyk. Zadzwoniłam więc do Generalnej o pozwolenie, a ona mówi: „Płyń. To jedyny dzień, kiedy złapiesz oddech, odejdziesz od tego umierania”. Pojechałam.
Jest czwarta rano. Nabrzeże. Przed nami mały ładny, elitarny kuter. Sami mężczyźni i ja w habicie. W sumie 15 osób. Także jeden zaprzyjaźniony ksiądz. Przyjechały jeszcze jakieś małżeństwa, ale zabrakło miejsc, więc zdecydowali się tylko dwaj mężczyźni. Płyniemy. Bałtyk, fale, wędki. Oczywiście, robię dobre wrażenie, ale około 13.00 mam cztery dorsze – od błystek odczepiali je bracia. Przez dłuższy czas czuję, że mocno przygląda mi się jakiś mężczyzna. Jest mi nieswojo, więc uciekam na dziób, zmówić różaniec. Potem znów łowię. Nagle widzę, że ten mężczyzna leci do tyłu. Okazuje się, że trzeba go reanimować. To ja dmucham, a brat uciska serce. Prawie dwie godziny utrzymuję człowieka na swoim oddechu. W godzinie miłosierdzia mówię do ks. Pawła: „Rób, co do ciebie należy, bo nie widać łodzi ratunkowej”. On miał 36 lat. Nie dopłynął żywy do portu. Potem, niestety, były przesłuchania, prokurator, policja. To było trudne. Przecież ja chciałam uciec od śmierci, a ona poszła za mną nawet na środek morza… Albo w tym roku, 27 kwietnia, kiedy przygotowywaliśmy się na placu Grunwaldzkim do podziękowania gorzowianom za pomoc, zobaczyłam, że 10 m przede mną leży facet. Natychmiast zaczęliśmy go reanimować. Przemek Słowiński zadzwonił po erkę. W pewnym momencie usłyszałam: „Ja nie mam porąbane, trzeba przyjechać, bo siostra Michaela reanimuje człowieka!” I tak ciągle chcę unikać śmierci, ale się nie udaje. Teraz też, jak zechciałam odejść do Wilna, okazuje się, że hospicjum idzie ze mną.

Cdn.

Tekst i foto Hanna Kaup


11 grudnia 2018 22:28, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Lubuskie a koronawirus
W związku z doniesieniami medialnymi oraz służb epidemiologicznych o dynamicznie rozwijającej się w Europie sytuacji w zakresie zakażenia koronawirusem zarząd ... <czytaj dalej>
Popielec i pokuta
W najbliższą środę 26 lutego wierni Kościoła katolickiego wkraczają w okres Wielkiego Postu. Czterdziestodniowe przygotowanie do świąt wielkanocnych, stanowiących szczyt ... <czytaj dalej>
Miasto tłumaczy, dlaczego opóźnia się remont Sikorskiego
Publikujemy informacje urzędu miasta dotyczące okoliczności przebudowy ulicy Sikorskiego i przyczyn przesunięcia terminów realizacji tej inwestycji. W związku z licznymi pytaniami ... <czytaj dalej>
Miliony na nowe miejsca w przedszkolach
Zarząd województwa podjął uchwały w sprawie ogłoszenia konkursów dotyczących poprawy dostępności i jakości edukacji przedszkolnej. Celem konkursów jest utworzenie nowych miejsc ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
"Daja-Bis" S.C. Agata Olszta Małgorzata Wartecka

ul. Koniawska 53, Gorzów Wlkp.
tel. 606 997 711
branża: Rośliny sztuczne <czytaj dalej>
"Volha" Przedsiębiorstwo Wielobranżowe Volha Yurand

ul. Poniatowskiego 2 a l. 19, Gorzów Wlkp.
tel. 95 736 46 81
branża: Transport samochodowy <czytaj dalej>

24II2020
24II2020. Australia z początku XXI w. była tematem wystąpienia Agi Doberschuetz ... <czytaj dalej>
Fundusze na miejsca w przedszkolu
Prawie 900 tys. zł trafi do Gorzowa i Bogdańca w ... <czytaj dalej>
Nie bój się zadbać o zdrowie psychiczne.
Według prognoz Światowej Organizacji Zdrowia (WHO) w ciągu najbliższych 10 ... <czytaj dalej>
Trakt Królewski do przebudowy
Przetarg na przebudowę Traktu Królewskiego w Gorzowie wygrało konsorcjum firm ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« luty 2020 »
P W Ś C P S N
     
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
 
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
O segregacji odpadów i bezpieczeństwie konsumenta (3)
Coraz bliżej 1 marca, kiedy to wszyscy będziemy obowiązkowo segregować śmieci. Czy zwracamy uwagę, że opakowania plastikowe oznaczone jako 7 – INNE/OTHER nie podlegają recyklingowi, choć nie ma o tym ... <czytaj dalej>
Lubuskie Wawrzyny 2019 – zaproszenie do konkursu
Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna im. Cypriana Norwida w Zielonej <czytaj dalej>
Przedszkolaki nauczą mycia rąk
Przedszkolaki mogą wziąć udział w konkursie plastycznym z okazji Światowego <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - dsc_0769.jpg
Hanna Kaup:
25II2020
25II2020. Na spotkanie z Jerzym Bralczykiem w Wojewódzkiej i Miejskiej Bibliotece ... <czytaj dalej>
Hanna Kaup:
24II2020
24II2020. Australia z początku XXI w. była tematem wystąpienia Agi Doberschuetz ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Kierowcy wydają niemal połowę płacy minimalnej
na naprawę auta
Aż 31 proc. właścicieli aut odwiedza warsztat samochodowy 3-5 razy ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Gdzie kupić auto?
Możliwości, jakie otwiera przed nami wtórny rynek ofert sprzedaży samochodów, ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_2842:
to z gołębiem - pyszne. <czytaj dalej>
Anonim_4846:
Może też napisać tak: Drodzy komentatorzy tego forum! Tłumaczenie wam czegokolwiek jest jak gra w szachy z gołębiem.
Nieważne, jak dobrze <czytaj dalej>
Anonim_2842:
Szanowni Państwo,
Realizacja projektu powiodła się. Cieszymy się, że kolejna inicjatywa z budżetu obywatelskiego, została wykonana. Schody <czytaj dalej>
Anonim_4846:
Od admina do Anonima 4846: Bardzo prosimy o nieobrażanie nikogo. Rzecznik jak rozumiemy, nie potrzebuje adwokata i świetnie sobie poradzi z udzielen <czytaj dalej>
Anonim_7969:
Bo inwestor prywatny liczy kasę. Tutaj mamy URZĘDNIKÓW - wysokość zarobków, zatrudnienie, nijak ma się do wykonanej pracy. A o wyborze na stoł <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej