niedziela 11 kwietnia 2021     Filip, Leon, Marek
eGorzowska - internetowy dziennik Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej
szukaj    szukaj szukaj
« powrót
Kobiety biorą dzidy w ręce i idą na polowanie
Rozmowa z aktorką Olgą Bończyk
eGorzowska - 2161_t5omyqfF9Gt5r6Y6AydY.jpgDorastała pani w domu, w którym rodzice nie mówili i nie słyszeli. Na ile to dzieciństwo różniło się od dzieciństwa innych dzieci w tzw. normalnych domach?
– To jest tak, że kiedy się jest dzieckiem i dorasta się w takim domu, to dzieciństwo jest normalne, bo dla dziecka normalne jest to, w czym wyrasta, a nienormalne to, co jest poza tym i co jest przyjęte za normalne. Dla mnie normalny był świat ciszy, takiego, a nie innego porozumiewania się z rodzicami. I dlatego świat osób niesłyszących czy niepełnosprawnych zawsze będzie mi bliższy niż świat normalnych zdrowych ludzi. I gdyby nie ten świat normalny, to prawdopodobnie żyłoby mi się zupełnie przyzwoicie. I tak zresztą było. Ja – pomimo że miałam rodziców niesłyszących – dorastałam w domu pełnym miłości, w którym rodzice mieli dużo czasu dla dzieci. Myśmy z bratem nie byli dziećmi, które biegały po ulicy z kluczem na szyi. Zawsze, jak wracałam ze szkoły, to był obiad, była mama wsłuchana w moje kłopoty i problemy. Zawsze mogłam się do niej przytulić. Mogłam jej opowiedzieć o swoich kłopotach. Ona mnie zawsze wysłuchała, doradziła, więc naprawdę miałam fantastyczny ciepły, cudowny dom. Moi rodzice tylko po prostu nie słyszeli. To była jedyna różnica. Moi koledzy ze szkoły, z podwórka, często mieli rodziców wykształconych, lekarzy, na bardzo wysokich stanowiskach, społecznie dobrze sytuowanych, ale tak naprawdę nie mieli żadnych domów. Czasem sobie myślę, co by było dla mnie lepsze: mieć to czy to. Wolę to, co miałam. Moi rodzice nie słyszeli, ale ja się z nimi fantastycznie porozumiewałam. Więc nie było w nim nic nienaturalnego i nienormalnego.

Pytam też o to, czy takie dzieciństwo nie stygmatyzuje właśnie ze względu na kontakty z innymi dziećmi?
– Tak, niestety, stygmatyzuje i zostawia ogromną traumę do dnia dzisiejszego. Za chwilę stuknie mi 44 lata i ciągle na swoich barkach niosę piętno, ale to, które wyznacza świat normalny, nie ten, w którym wyrastałam. Przebywanie z osobami niepełnosprawnymi buduje pewien rodzaj wyczulenia, innego odczuwania potrzeb ludzi, którzy potrzebują naszej pomocy, opieki, spostrzegania ich problemów. To jest zupełnie inny świat. W kontekście życia z tzw. normalnymi ludźmi, działa się przedziwna sytuacja, w której docierały do mnie głosy: „Z nią się nie bawmy. Z nią się nie zadawajmy, bo ona ma rodziców głuchych, to znaczy głupszych. To są głupole.” Takie mechanizmy, stereotypy i dziwne historie spowodowały, że ja od dzieciństwa stałam się gorsza niż koleżanki, niż moi koledzy, niż moi rówieśnicy. To we mnie zbudowało ogromną masę kompleksów, ogromną masę lęków i stresów przed wejściem do świata. To jest zaskakujące, bo pomimo że wyrastałam i byłam przez bardzo długi czas w dzieciństwie i wczesnej młodości nieprawdopodobnie zakompleksioną, wycofaną, niewierzącą w swoje możliwości i siły, w swój talent, mimo wszystko wybrałam sobie zawód, który w sposób absolutnie ekshibicjonistyczny wymagał ode mnie wychodzenia przed szereg i pokazania tego, co mam do pokazania. To chyba w psychologii jest jasno określane, że często zawodowo wybieramy sobie drogę na życie, która jest kompletnym przeciwieństwem naszych możliwości na dzień dzisiejszy, na ten moment. Że podświadomie próbujemy łamać te stereotypy i kompleksy, które się w nas zbudowały. Ja myślę, że jestem dokładnie taką osobą. Wyrastając w świadomości i poczuciu chęci marzeń artystycznych, bo zawsze chciałam być artystką, chciałam śpiewać, być aktorką, chciałam mieć własną publiczność, a z drugiej strony byłam osobą potwornie zakompleksioną, która nie wierzyła we własne siły, to podświadomie ciągle kładłam tę poprzeczkę strasznie wysoko. Bałam się ją przeskoczyć, ale szczęśliwie nie zabrakło mi determinacji. Wracając do pani pytania – na pewno moje dzieciństwo nie ułatwiło mi startu w moim zawodzie, a wręcz przeciwnie, wyposażyło mnie w masę gigantycznych kompleksów i osobowościowych klinów, które dość długo mi doskwierały, żeby nie mówić – doskwierają mi do dzisiaj.

Zdarzyło się że ci ludzie, którzy kiedyś pani dokuczali, teraz zabiegają o pani znajomość, o pamięć?
– Na szczęście, nie, bo oni zostali we Wrocławiu. Tylko raz byłam na zjeździe w szkole i to było zaskakujące, że z 17-osobowej klasy maturalnej, gdzie to zupełnie inni absolwenci mieli zrobić karierę, a tak naprawdę zrobiły tylko dwie osoby – te, które nie były nominowane. Na 50-lecie mojej szkoły muzycznej najpierw zjechała się niecała klasa, ale na bal wieczorny przyszły już tylko dwie osoby: ja i mój kolega, też nienominowany, który zresztą zrobił wielką karierę. Jest świetnym akordeonistą, pedagogiem, pracuje w Kolonii w Niemczech, bardzo dużo koncertuje. Więc przyszły dwie osoby, które naprawdę mają za co dziękować tej szkole, którą skończyliśmy, bo przyjechaliśmy tam z poczuciem spełnienia. I odnaleźliśmy się tam. A przy naszym długim stole, przy którym ustawiono 17 talerzy, siedzieliśmy tylko we dwójkę. I to było raczej smutne, więc szybko przesiedliśmy się do innych klas. Natomiast to pokazuje, że w tym zawodzie budowanie kariery jest potwornie przewrotne i to nie pani nauczycielka będzie mówiła, że Zosia czy Heniu, czy Wiesia, tylko życie weryfikuje, kto tak naprawdę się do tego zawodu nadaje, bo to piekielnie trudny zawód. I wcale nie jest powiedziane, że w piątej klasie szkoły podstawowej czy w klasie maturalnej widać, kto ma predyspozycje. Predyspozycje to jedno. Talent to drugie, a tak naprawdę wiara we własne możliwości i siła, i chęć zrobienia w tym zawodzie i w tej materii czegoś, co będzie dla nas szczęśliwą drogą zawodową, jest tym, co determinuje nasze kroki i działania w życiu. Ale myślę, że to również było impulsem dla mnie do działania.

Ale chyba też trzeba mieć kogoś, kto wspiera? Mam na myśli brata, który pierwszy poszedł do szkoły muzycznej.
– No tak, on starszy i pierwszy poszedł, a ja za nim, uporczywie.

Ale to dlatego, że on poszedł, czy dlatego, że pani sama chciała?

– Szybko potwierdzono, że ja też jestem utalentowana muzycznie, więc były dość mocne naciski żebym i ja też poszła do tej szkoły, choć rodzice nie bardzo chcieli się zgodzić, bo to już drugie dziecko w szkole muzycznej, a oni nie słyszeli, więc to dla nich był ogromny trud. Natomiast widocznie dość cierpliwie na nich wymuszałam tę decyzję. Myśmy mieli w domu taki stolik, na którym stał telewizor. Ale ten stolik zawsze był nakryty serwetką i pod tą serwetką była szufladka. I mama mówiła: „Nie, nie Oleńko, nie pójdziesz do szkoły muzycznej. Wystarczy, że ten Mirek się tam męczy. Pójdziesz do zwykłej rejonówki i dobrze ci tam będzie.” Ja pamiętam, że strasznie się buntowałam. Wyciągnęłam kiedyś tę szufladkę, nożem nacięłam klawisze, narysowałam je jeszcze pisakiem i cały czas na oczach mamy wyciągałam szufladkę i udawałam, że gram, że chcę mieć pianino. Mama stwierdziła, że siła mojej perswazji jest tak duża i moja determinacja tak ogromna, że pozwoliła mi pójść do szkoły. Szczęśliwie dla nas samych te szkoły skończyliśmy, potem wyższe i robimy to, co wtedy było nam chyba po prostu pisane.

Jakiego rodzaju muzyki pani słuchała jako nastolatka?
– Tak naprawdę w wieku chyba pięciu lat dostałam od mamy adapter Bambino 2 i kilka płyt: Irena Santor, Wojtek Młynarski, Jerzy Połomski, Mieczysław Fogg, Stenia Kozłowska, Halina Kunicka i wiele, wiele innych fantastycznych. I to było na te lata 60. 70. , które tak naprawdę budowały mój gust muzyczny i artystyczny. Potem, jak już poszłam do szkoły, to już muzyka poważna. Poczucie piękna muzyki szło chyba z automatu. Oczywiście, równocześnie przecież byłam młodą dziewczyną, więc słuchałam Lady Punk, Perfektu, Maanamu. Wiadomo, to była muzyka, która nas otaczała. Ale to była taka lekka muza, ja przecież słucham jej do dziś z wielką czułością, natomiast zawsze we mnie zostanie poczucie piękna muzyki, nie tylko poważnej, która jest siłą, i to, że ja poniżej pewnej jakościowej półki muzycznej nie zejdę. Sama z wykształcenia jestem pianistką, umiem odróżnić, co jest dobre w muzyce, od tego co jest złe; to co jest plastikowym badziewiem, a co jest sztuką przez duże „S”. I ja się strasznie tego trzymam, by nigdy nie zejść poniżej pewnej półki. To jest dla mnie taki wyznacznik wpisany w mój kręgosłup, moją duszę i moje serce. Natomiast staram się nigdy nie przekraczać magicznej zapory, poniżej której – nie chcę obrażać kolegów i nie chcę, by to zostało źle odebrane – jest coś, co po prostu już mi nie przystoi.

Jeśli Wrocław, to też Festiwal Piosenki Aktorskiej. Marzyła pnia o wystąpieniu na deskach tego festiwalu?

– Ja się na tym festiwalu wychowałam. Wisiałam na każdym żyrandolu, by zobaczyć każdy spektakl, każdy koncert. Ale tak naprawdę wzięłam udział w Festiwalu Piosenki Aktorskiej tylko raz. Nie w konkursie, tylko na koncercie. Byłam już w Warszawie. Już wypracowałam sobie jakiś status. Pamiętam, po tym koncercie przyszedł do mnie Wołek (Jan Wołek - scenarzysta i autor tekstów  - dop. red.) i mówi:
– Gdzie tyś się chowała. Ty jesteś nieprawdopodobna. Gdzie ty byłaś?
– Widocznie mnie nie szukaliście.
– Teraz jesteś u mnie w każdym koncercie.
I tyle było naszej rozmowy. Mówię to gwoli naszych artystycznych przełknięć. Ten zawód jest potwornie chimeryczny. Nie ma niczego na zawsze. Dzisiaj jest chwila, zebraliśmy mnóstwo komplementów. Zebraliśmy słowa uznania za fantastycznie zagrany spektakl, ale jutro wracamy do domu, mamy swoje własne małe życiowe sprawy. Tu czy gdzie indziej, przyjedzie inny spektakl i też będzie się podobał. Ktoś powiedział: Tyle jesteśmy warci, ile nasza ostatnia premiera, nasz ostatni występ. Nie ma, że coś trwa wiecznie. Ta chwila jest warta tyle, ile ją będzie widz pamiętał. My każdego dnia musimy zapracować sobie na uścisk dłoni, na brawa, na to, żeby te brawa były na stojąco, by to uznanie trwało nie dzień, nie dwa, a rok, a jak się da to do ostatnich naszych dni.

Mocno powiedziane. Z ekranu telewizora życie aktora tak nie wygląda.
– Wie pani, ja ostatnio byłam w Skolimowie w domu aktora, który już na scenie stać nigdy nie będzie. Dla mnie to są takie cudowne chwile. Może dlatego, że jak powiedziałam, mam słabość do starszych ludzi. Może dlatego, że sama już nie mam rodziców. Nie doczekałam ich starości i mam ogromny szacunek do starszych. Więc to spotkanie z aktorami, na których się uczyłam, którzy byli dla mnie mistrzami, było niezwykłe, bo musiałam stanąć na scenie i zaśpiewać dla nich godzinny koncert. Oni byli często podpięci pod aparaty tlenowe, ze łzami w oczach. Np. Lidia Korsakówna, fantastyczna aktorka, uczestniczka wielu filmów, siedziała podpięta pod aparat tlenowy, choć w zasadzie nie powinno jej tam być, powinna leżeć. Płakała ze wzruszenia przez cały mój koncert, potem wyściskała mnie, wycałowała, i powiedziała, że dziękuje mi. Dla mnie to są takie chwile wzruszenia. Mam świadomość, że dla nas nastąpi też taki czas. Nie wiem, czy w tym miejscu i w takim stanie, ale każdy z nas kiedyś zejdzie z tej sceny i tak bym sobie tego życzyła, żeby to zejście było w dobrym momencie. Jak powiedział kiedyś Wojtek Młynarski: „Trzeba widzieć, kiedy w szatni płaszcz pozostał przedostatni. Trzeba wiedzieć, kiedy wstać i wyjść.” Strasznie bym chciała wiedzieć, kiedy z tej sceny zejść. Żeby to było jeszcze w szczycie, kiedy występy aktora nie są żałosne. Mam parę mott życiowych. Jedno z nich to właśnie wiedzieć, kiedy ze sceny zejść, żeby się nigdy nie ośmieszyć, by te występy nie były żałosne i nie wzbudzały litości. Na razie, oczywiście, jestem w takiej kondycji, że mam nadzieję, że jeszcze długo to nie nastąpi.

Co dla pani na dzisiaj jest najważniejsze w życiu?
– To bardzo trudne pytanie. Bardzo. Na dzień dzisiejszy najważniejsze jest to, by plany zawodowe, które sobie wymyśliłam czy sprowokowałam, czy zorganizowałam – bo każde słowo jest adekwatne – do tego, by one okazały się dla mnie i dla moich kolegów, których zaprosiłam do tej współpracy, prawdziwym sukcesem i przyjemnością. Proszę pamiętać, że ja sobie też wymyśliłam spektakl „Za rok o tej samej porze”, załatwiłam pieniądze, sama się obsadziłam, zaprosiłam reżysera, ktoś zaprosił Gąsa (Piotra Gąsowskiego – dop. red.), ale to równie dobrze mogła być klapa. Mogło się nie zgrać ileś tam rzeczy. Jestem strasznie szczęśliwa, że ten spektakl się podoba. Że ten mój pomysł, moje marzenie przyniosło szczęście nie tylko mnie, ale również kilku moim kolegom, teatrowi. To wszystko jest fantastyczne w końcowym efekcie.

Ostatnio nagrała pani płytę z piosenkami Kaliny Jędrusik "Listy z daleka".
– Mam nadzieję, że premiera mojej płyty, którą nagrałam z orkiestrą symfoniczną polskiego radia z piosenkami Kaliny Jędrusik też okaże się sukcesem. To jest materiał nietknięty przez nikogo, przez żadną artystkę, od Kalinowej śmierci. Ona 20 lat temu odeszła i nikt nie wziął się za ten materiał. Były próby z Kabaretem Starszych Panów, ale piosenek Kaliny nikt do tej pory nie śpiewał. Wiem, że to jest piękna płyta, ale bardzo bym chciała, żeby to była płyta szczególna, zauważana. Mam świadomość, że nie jestem Dodą i to nie będzie się sprzedawało w milionach nakładu, ale chciałbym, żeby to była taka płyta, że jeśli ktoś ją kupi, to nie wyjmie jej i nie odłoży na półkę, że ta płyta po prostu będzie żyła w domach i często będzie odtwarzana. Chcę wierzyć, że w ten sposób dałam nowe życie tym piosenkom i że odkryłam Kalinę na nowo. Ale każda z tych piosenek została zaśpiewana moją duszą, moim sercem, moim głosem, moim rozumem i moimi emocjami. To jest taka moja Kalina. I kiedy pyta mnie pani, co jest dla mnie najważniejsze, to właśnie to.

A prywatne życie?
– Niestety, moje życie prywatne nie ułożyło mi się tak, jak bym chciała. Jestem osobą od długiego czasu – nie chciałabym powiedzieć samotną, bo samotną nie jestem – ale jestem samodzielną. Żyję sama i oczywiście czasami brakuje mi kogoś, kto byłby dla mnie wsparciem, kto mógłby przywitać mnie w drzwiach, kiedy przyjdę do domu, kto przygotuje kolację, zapali świece. Marzyłabym sobie o takiej rodzinie i domu, który daje szczęście. Ale to marzenie niezrealizowane. Jest, jak jest. Spełniam się zawodowo i na ten moment musi mi to wystarczyć. Ale wierzę w to, że przyjdzie taki czas i może uda mi się jeszcze raz zaufać. Może. Na razie się nie zanosi, ale mam nadzieję, że wtedy będę mogła powiedzieć pani, że jestem szczęśliwa i życiowo, i prywatnie, i zawodowo. Teraz jestem absolutnie szczęśliwa zawodowo. Bo ten rok, jest dla mnie – wiem, że to zabrzmi trochę groteskowo – ale absolutnie najpłodniejszym.

Jest pani w doskonałej kondycji, ale to zmusza mnie do zadania pytania, które się pojawia, kiedy staje przed dziennikarzem piękna kobieta, mądra, wykształcona, która wie, czego chce i niekoniecznie trafia na właściwego mężczyznę. Po której stronie leży problem? Jak pani to widzi?
– Ja oczywiście zastanawiałam się nad tym, rozmawiałam z koleżankami, przyjaciółkami. Myślę, że mężczyźni niewieścieją, a kobiety biorą dzidy we własne ręce i idą na polowanie. Tak jest, że chyba świat nam trochę zwariował. Ja też zaczęłam brać życie w swoje ręce. Jestem bardzo samodzielna, samowystarczalna, sama decyduję. Mężczyźni takich kobiet się boją. Taka jest prawda.

Obawiałam się, że taka będzie odpowiedź.
– Tak. Niestety, taka jest prawda. Mężczyzna, który widzi kobietę, która dość jasno precyzuje swoje granice, swoje spojrzenie na świat, swoje wybory, potrafi jasno określać, czego chce i czego oczekuje od mężczyzny w życiu, rano, wieczór, po południu, mężczyźni się tego boją. Mężczyźni wolą nie myśleć, co będzie za chwilę. A ja nie chcę tracić czasu na znaki zapytania.

Czego oczekuje pani w nowym roku?
– Nie chciałabym w nowym roku już takiego zdobywania sowich marzeń. Chciałabym już odpocząć. Niektórzy woleliby określenie „odcinanie kuponów”. Ja chciałabym zacząć grać koncerty z Kaliną, zrobić trasę koncertową po filharmoniach w Polsce. Oferty zostały wysłane, jak tylko je zbierzemy, to na pewno przyjedziemy do Gorzowa. Chciałabym też grać kolejny spektakl, którego premiera odbyła się w grudniu „Ptaszek”. I tak sobie trochę obiecuję, że w roku 2012 nie wymyślę sobie kolejnego projektu, tylko będę żyć z tego, co sobie do tej pory wypracowałam. Ale jak znam siebie, na pewno coś bym chciała zrobić. Na razie płyta i dwa spektakle, czyli koncerty i filharmonia. Dużo tego.

Tylko trochę brakuje pani w filmie.
– O film, rzeczywiście. Przypomniała mi pani. Tak, w filmie bym jeszcze zagrała, bo stanie przed kamerą jest dla mnie zupełnie inną radością i przyjemnością. I to jest fajna rzecz. Film, no jasne.

Dziękuję.


Rozmawiała Hanna Kaup

kobiety biora dzidy w rece i ida na polowanie, zdjęcie 1/6

kobiety biora dzidy w rece i ida na polowanie, zdjęcie 2/6

kobiety biora dzidy w rece i ida na polowanie, zdjęcie 3/6

kobiety biora dzidy w rece i ida na polowanie, zdjęcie 4/6

kobiety biora dzidy w rece i ida na polowanie, zdjęcie 5/6

kobiety biora dzidy w rece i ida na polowanie, zdjęcie 6/6


26 grudnia 2011 22:49, admin ego
« powrót
Dodaj komentarz:

Twoje imię:
 
Komentarze:


"przyszedł do mnie Wołek i mówi:
– Gdzie tyś się chowała..."
Własnie - kto to jest?
Anonim_9152, 27.12.2011, 09:24, 89.73.27.82 ##

Czy to prawda, że Pani Ewa Parfienowicz, informacje: http://www.gorzow24.pl/news/12148/ewa-parfienowicz-nowym-dyrektorem-szpitala.html została nowym dyrektorem szpitala w Gorzowie Wlkp.??? O ile pamiętam pracowała w Wyższej Informatycznej Szkole Zawodowej w Gorzowie Wlkp. Szkoła ta ogłosiła bankructwo. Ale zanim to się stało, zarząd uczelni zorganizował spotkanie dla niemieckich biznesmenów z okolic Berlina, celem budowy lotniska. Przypadkowo tak się stało, że o budowie lotniska dowiedzieli się mieszkańcy Kłodawy (pamiętna wojna o lotnisko w sądach, mediach, bilbordy). Czy wobec powyższego strategicznym planem będzie w Gorzowie Wlkp. również sprzedaż szpitala w niemieckie ręce ?????


Anonim_7877, 04.01.2012, 13:44, 62.152.146.212 ##

Fajna, mądra ta Olga... "Gdybym był młodszy dziewczyno, gdybym był młodszy... "
bytek, 04.01.2012, 20:17, 83.23.28.86 ##

Serwis www.egorzowska.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy, które są wyłączną własnością ich autorów.

Trudniejszy przejazd przez centrum
Uwaga! Poważne utrudnienia i trudniejszy przejazd przez centrum. Przebudowa skrzyżowania ulic Bolesława Chrobrego, Wybickiego i Władysława Jagiełły będzie realizowana w dwóch ... <czytaj dalej>
Polska obszarem wysokiego ryzyka
Polska została zakwalifikowana jako obszar wysokiego ryzyka. Rozporządzenie obowiązuje od niedzieli 21 marca. W związku z powyższym, nie wprowadzono rozporządzenia odnośnie ... <czytaj dalej>
Bagiński dwukrotnie skazany
Publikujemy przesłany do naszej redakcji list mecenasa Jerzego Wierchowicza. List mecenasa Jerzego Wierchowicza skierowany został do przedsiębiorcy i polityka Jacka Bachalskiego, ... <czytaj dalej>
Nie pałac, a budynek pasywny
Nieprawdziwe są informacje, że Urząd Marszałkowski buduje pałac za 80 mln zł. Budowa budynku pasywnego jest projektem kluczowym w Strategii ... <czytaj dalej>
Przeglądaj cały katalog lub dodaj swoją firmę
"Lew" Bar Urszula Towalska

ul. Sczanieckiej 35, Gorzów Wlkp.
tel. 95 723 07 47
branża: Bary <czytaj dalej>
"Finezia" Hurtownia

ul. Podmiejska 15 d, Gorzów Wlkp.
tel. 95 728 70 80
branża: Bielizna - hurt <czytaj dalej>
Janicki Henryk Nadzory i Wykonawstwo Budowlane

ul. Mieszka I 68 /2, Gorzów Wlkp.
tel. 606 413 444
branża: Budowlany nadzór <czytaj dalej>

Pomagamy Markowi Dziedzicowi
Nikt sobie nie wyobraża takiej sytuacji, dopóki sam jej nie ... <czytaj dalej>
350 tys. zł dla niepełnosprawnych
Dokładnie 350 tys. zł zostanie przeznaczone na rehabilitację zawodową i ... <czytaj dalej>
Zrób to sam. Najlepiej zaraz, żeby nie zapomnieć
Narodowy Spis Powszechny rozpoczął się 1 kwietnia. Potrwa do 30 ... <czytaj dalej>
Wiosenne kwiaty naszych okolic
Czas pierwszych kwiatów już minął. Przekwitły ranniki zimowe, po przebiśniegach ... <czytaj dalej>
Kalendarium eventów
« kwiecień 2021 »
P W Ś C P S N
   
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
  
dodaj: imprezy@egorzowska.pl
Mała wielka sprawa
eGorzowska - adminfoto_hanna.jpg
Hanna Kaup:
In vitro, katedra, Wojciechowska i święte oburzenie
Środową (31 marca) sesję rady miasta zdominowały trzy sprawy: in vitro, dotacja na katedrę i wygaszenie mandatu radnej Grażyny Wojciechowskiej. In vitro Najmniej czasu zajęła radnym decyzja związana z finansowaniem in vitro. ... <czytaj dalej>
350 tys. zł dla niepełnosprawnych
Dokładnie 350 tys. zł zostanie przeznaczone na rehabilitację zawodową i <czytaj dalej>
15 tysięcy za pomysł
15 tys. zł na jeden pomysł. W sumie prawie milion. <czytaj dalej>

aktualnie nie ma żadnej czynnej sondy
Robisz zdjęcia? Przyślij je do nas foto@egorzowska.pl
eGorzowska - wood.jpg
Hanna Kaup:
Niekorzystna eutrofizacja wód
Nieczęsto w codziennym języku spotykamy słowo „eutrofizacja”. Warto wiedzieć, czym ... <czytaj dalej>
Hanna Kaup:
Piękne, dostojne, płochliwe i pod ochroną
Są piękne, dostojne i bardzo płochliwe. Można je spotkać nad ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Jak chronić się przed cyberprzestępcami w pandemii?
Fałszywe sklepy internetowe, oszustwa telefoniczne, ransomware – cyberprzestępcy nie próżnują ... <czytaj dalej>
admin ego radzi:
Przemoc, której nie widać
Wyniki ankiety SOS Wiosek Dziecięcych w Polsce. Ponad połowa nastolatków doświadczyła ... <czytaj dalej>
Blogujesz? Rób to lokalnie!
Wystarczy jedno kliknięcie w egoBlog
Masz problem?
Napisz do eksperta egoEkspert
Żadna sprawa nie zostanie bez odzewu. Daj znać na eGo Forum
Anonim_4134:
Tak. Tak za bezdurno. Ale ten ksiądz jest niepodobny do swoich ziomali. <czytaj dalej>
Anonim_5319:
Wójt Wilkowyjów do podwładnego Dudy: "Duda, sprawdź pod jakie dotacje unijne możemy podciągnąć ten projekt! Migiem!"

Cyta <czytaj dalej>
Anonim_4379:
Kiedy wreszcie do wszystkich dotrze że Unia Europejska to również my? <czytaj dalej>
Anonim_4327:
Aale toyota.
I tak za bezdurno? A gdzie Bog zapłać?
Ładniejszy dużo kościól jak gorzowska katedra złupiona na "remącie" <czytaj dalej>
Anonim_7564:
oczywiście że tak <czytaj dalej>
 
eGorzowska.pl - e-gazeta Gorzowskiej Agencji Dziennikarskiej